czwartek, 20 września 2018

Pieczone papryki po bolońsku


Bardzo szybka i pyszna potrawa, która zachwyci Waszą rodzinę. Podobno w Polsce jadamy za mało kaszy, bo wyparły ją ziemniaki. Dlatego też ja staram się po nią sięgać jak najczęściej. W połączeniu z mięsem mielonym i sosem bolońskim jest przepyszna. Nawet mój dwuletni syn się zajadał. Dlaczego wykorzystałam gotowy sos, zamiast przygotować swój? Głównym powodem jest fakt, że przepis przygotowałam na konkurs i był to jeden z jego warunków. Jednakże takie rozwiązanie jest również bardzo wygodne i pozwoliło mi zaoszczędzić wiele czasu. Bo czasami trzeba sobie ułatwiać życie ;-)



SKŁADNIKI

  • 600 g mięsa mielonego wieprzowego
  • oliwa
  • 200 g kaszy jęczmiennej
  • 1 kostka rosołowa drobiowa
  • 4 duże czerwone papryki
  • 1 sos Boloński Łowicz
  • 1 pęczek natki pietruszki
  • 1 łyżka oleju rzepakowego

WYKONANIE

Do garnka wlać 2 litry wody, dodać kostkę rosołową i zagotować. Dodać kaszę w torebkach i gotować 15 minut. Po tym czasie kaszę wyciągnąć, ale wody nie wylewać. Mięso mielone przełożyć na patelnię, polać oliwą i smażyć mieszając od czasu do czasu. Gdy już mięso nie będzie surowe, dodać sos Boloński Łowicz i smażyć jeszcze 5 minut. Następnie dodać kaszę i dobrze wymieszać.

Piekarnik rozgrzać do temperatury 200°C. Papryki umyć, odkroić sam wierzch, wyciągnąć gniazdo nasienne i odkroić ze środka biały miąższ. Do papryk włożyć farsz, tak aby tworzył lekki czubek. Następnie przełożyć je do naczynia żaroodpornego i nalać do naczynia wody z gotowania kaszy, tak aby zanurzona była 1/4 papryki. Pozostałą część papryki posmarować pędzelkiem olejem rzepakowym i włożyć do piekarnika. Piec około 45 minut. Podawać posypane posiekaną natką pietruszki.

Uwagi: Aby wierzch się za bardzo nie przypalił, to po około 20 minutach, można ułożyć na wierzchu każdej papryki kawałek folii aluminiowej.



środa, 12 września 2018

Dyniowy placek z jabłkami


Dyniowy placek z jabłkami jest bardzo wilgotny i można śmiało porównać go do brownie. Jabłka podkreślają smak całego ciasta. Ja wykorzystałam kwaśne, dlatego też po upieczeniu i ostudzeniu posypałam ciasto cukrem pudrem. Jeżeli lubicie wilgotne ciasta, to polecam.



SKŁADNIKI

  • 4 jajka
  • szczypta soli
  • 130 g cukru trzcinowego
  • 100 ml oleju rzepakowego
  • 450 g puree z dyni (dobrze odciśniętego z wody)
  • 220 g mąki pszennej tortowej
  • 80 g mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczka sody
  • 3 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 4 kwaśne jabłka (ok. 700 g)
  • dodatkowo: cukier puder do oprószenia ciasta, masło i mąka do wysmarowania formy do pieczenia i oprószenia

WYKONANIE

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. Piekarnik rozgrzać do temperatury 180°C. Blaszkę o wymiarach 25 x 30 cm wysmarować masłem i oprószyć mąką. Jabłka obrać ze skóry, wyciąć gniazda nasienne i pokroić na niewielkie kawałki.

Do miski wbić jajka, dodać szczyptę soli, cukier trzcinowy i ubić na puszystą masę. W osobnej misce wymieszać ze sobą mąkę pszenną, ziemniaczaną, proszek do pieczenia, sodę i przyprawę do piernika. Do masy jajecznej wlać olej, dodać puree z dyni, przesiać przez sitko składniki sypkie, po czym krótko zmiksować. Ciasto przelać do formy, na wierzchu ułożyć równomiernie kawałki jabłek i włożyć do piekarnika. Piec około 45 minut. Upieczone ciasto zostawić do ostudzenia. Przed podaniem oprószyć przez sitko cukrem pudrem.


niedziela, 2 września 2018

Kaszotto z kurczakiem i pieczonymi burakami


Muszę przyznać, że od kiedy spróbowałam pieczonych buraków, to mam do nich niesamowitą słabość. Dodatkowo bardzo mi smakują w połączeniu z tymiankiem. Ta potrawa nie tylko jest bardzo smaczna, ale również zdrowa. To świetne urozmaicenie naszej diety. Lubię ją jeść z delikatnym dipem jogurtowym, ale bez niego też jest smaczna.



SKŁADNIKI

  • 1 kg buraków
  • oliwa
  • kilka gałązek tymianku
  • 400 g piersi z kurczaka
  • 10 liści buraków
  • 300 g kaszy jęczmiennej
  • 1,5 litra rosołu lub kostka rosołowa
  • 200 g sera feta lub słonego sałatkowego
  • pęczek natki pietruszki
  • sól, pieprz
Dodatkowo:

  • 400 g jogurtu greckiego
  • 1 ząbek czosnku
  • sól, pieprz, chili

WYKONANIE

Piekarnik rozgrzać do temperatury 200°C. Buraki umyć, obrać i pokroić w plasterki, po czym przełożyć na blaszkę z wyposażenia piekarnika wyłożoną folią aluminiową. Całość polać oliwą, przyprawić solą i pieprzem, wymieszać dłońmi i ułożyć na burakach umyte gałązki tymianku. Buraki piec przez godzinę na środkowej półce piekarnika. Na upieczone buraki skruszyć z gałązek tymianku same liście (gałązki wyrzucić).

Jogurt grecki przełożyć do miseczki. Dodać obrany i przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku, po czym doprawić solą, pieprzem i odrobiną chili.

Kaszę jęczmienną wsypać do rosołu (lub wody z kostką rosołową) i gotować 15 minut, od czasu do czasu mieszając, aby nie przywarła do dna. Liście z buraka umyć i pokroić na mniejsze kawałki. Pierś z kurczaka umyć i pokroić w niewielką kostkę, po czym przełożyć do głębokiej patelni, polać oliwą i przyprawić solą i pieprzem. Do mięsa dodać pokrojone liście buraka i całość smażyć mieszając od czasu do czasu, do momentu, aż mięso nie będzie surowe. Następnie dodać umytą i posiekaną natkę pietruszki, chwilę smażyć, dodać kaszę i wymieszać. W razie potrzeby doprawić. Na koniec do potrawy dodać buraki i delikatnie wymieszać. Ser feta pokroić w kostkę. Podawać z kilkoma kawałkami sera feta i dipem jogurtowym w osobnej miseczce.


sobota, 1 września 2018

Szybka frittata z makaronem


Frittata z makaronem, to potrawa, która świetnie się sprawdzi dla zabieganych. Jest bardzo sycąca, więc można ją zaserwować również na obiad. Całego smaku i aromatu dodają jej zioła w połączeniu z śmietaną. Danie zrobiłam z myślą o moim dwuletnim synu, który kocha makaron w każdej postaci. Widać nie tylko ja mam ogromną słabość do włoskich smaków.



SKŁADNIKI

  • 6 jajek
  • 200 g śmietany 30%
  • 1 duża cukinia
  • oliwa
  • 250 g makaronu (u mnie mini kółka)
  • 2 łyżki masła
  • sól, pieprz, zioła prowansalskie, oregano
  • opcjonalnie: kilka liści bazylii

WYKONANIE

Makaron ugotować al dente według instrukcji na opakowaniu. Cukinię obrać ze skóry i pokroić na małą kostkę. Na głębokiej patelni podgrzać dwie łyżki oliwy, dodać cukinię i smażyć ją od czasu do czasu mieszając, aż odpowiednio zmięknie.

Do miski wbić jajka, dodać śmietanę, doprawić solą, pieprzem, ziołami prowansalskimi i oregano, po czym rozbełtać. Do cukinii dodać masło, rozpuścić, następnie wlać masę jajeczną, dodać 3/4 makaronu i wymieszać. Na wierzch wsypać pozostały makaron, oprószyć oregano i nałożyć pokrywę naczynia. Całość podgrzewać na średnim ogniu, do momentu, aż całość frittaty się zetnie. Wierzch frittaty udekorować liśćmi bazylii. Na talerze nakładać łopatką trójkątne porcje.


niedziela, 26 sierpnia 2018

Urządzić kuchnię pod siebie



Nie ulega wątpliwości, że kuchnia jest najważniejszym elementem mieszkania. To tu tętni życie, a wspólne gotowanie oraz jedzenie stają się podstawą  życia rodzinnego. Dlatego właśnie jednym z podstawowych dylematów szczególnie młodych ludzi jest to, jak wyposażyć kuchnię, by była ona i praktyczna, i stylowa. Od lat najchętniej wybierane są https://naczynia.olkusz.pl, które dzięki swojej różnorodności oraz doskonałej jakości nie tylko świetnie wyglądają, ale również sprawdzają się w codziennym i odświętnym gotowaniu.

Czego potrzebujesz w kuchni?

Lista sprzętów, gadżetów i przyborów w kuchni jest dość długa i choć pozornie mogłoby się wydawać, że aż tyle rzeczy nam się nie przyda, to praktyka pokazuje, że stale czegoś brakuje. Oczywiście, wybierając komplet naczyń, powinniśmy wziąć pod uwagę to, jak liczną mamy rodzinę. Już na samym początku przyda się nam mała i duża patelnia z przykrywkami, mały garnek oraz większy, który pozwoli ugotować na przykład zupę lub makaron dla większej ilości osób. W wielu domach sprawdza się na przykład brytfanka https://naczynia.olkusz.pl/brytfanny, w której można gotować, dusić potrawy oraz piec. Takie rozwiązanie sprawdza się przy okazji większych uroczystości lub też gdy organizujemy święta.

Zainwestuj w jakość

Na rynku znajdziemy bardzo dużo różnego typu naczyń, które mają ułatwić nam przygotowanie doskonałej jakości potraw. Zarówno garnki, jak i akcesoria https://naczynia.olkusz.pl/akcesoria-kuchenne z założenia powinny służyć nam przez dłuższy czas, a że są używane niemal codziennie, powinniśmy zwrócić uwagę na to, z jakich materiałów i jak są zrobione. Z założenia nie opłaca się na gadżetach do kuchni oszczędzać. Poza niebezpieczeństwem, że coś może się przypalić lub odpaść to bardzo często tanie materiały nie nadają się do kontaktu z jedzeniem i mogą nam po prostu zaszkodzić. W dobrych garnkach gotowanie jest szybsze i skuteczniejsze. Przede wszystkim ciepło rozprowadzane jest równomiernie, a specjalne powłoki zabezpieczają przed przypaleniem jedzenia. Teoretycznie niby proste konstrukcje wykorzystują więc skomplikowaną wiedzę na temat rozprowadzania ciepła i parametrów gotowania, jak i specjalnych materiałów. Tutaj kluczowym elementem będzie oczywiście grube dno, które dłużej się nagrzewa, ale równomiernie rozprowadza ciepło i sprawia, że gotowanie przebiega szybciej i w praktyce będzie zużywać mniej energii. To wygodne rozwiązanie, a zainwestowane pieniądze szybko się zwracają. Przede wszystkim dobre garnki będą nam służyć przez lata.


Zapiekanka gołąbkowa


Natchnieniem do przygotowania gołąbków właśnie w takiej postaci, była bez wątpienia książka Mimi Thorisson. Wykorzystałam własny, sprawdzony przepis, ale gołąbki podałam podobnie jak Mimi, w formie zapiekanki. Osobiście uwielbiam potrawy z kapustą, a mój dwuletni syn poszedł w moje ślady. Dlatego kapusta często gości na moim stole. Gołąbki podane w taki sposób wyglądają niebanalnie i bosko smakują. W przepisie wymieniam świeżą bazylię, bo nadaje ona potrawą wyjątkowego smaku. Koniecznie musicie spróbować! Suszona bazylia traci bardzo wiele na swoich walorach smakowych, nie wspomnę już o samym aromacie (którego już praktycznie nie ma). Potrawa zasmakuje nie tylko dorosłym, ale polecam ją również dla najmłodszych. Mój syn zjadł całą dużą porcję :-)

Duża porcja dla 4 osób (po dwa gołąbki).


SKŁADNIKI

  • 1 duża kapusta
  • 600 g mięsa mielonego wieprzowego (np. z łopatki)
  • 1 duża cebula
  • oliwa
  • 200 g ryżu
  • 1 puszka (400 g) pomidorów bez skórki
  • 3 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • 3 duże ząbki czosnku
  • 1 kopiasta łyżka mąki pszennej typ 500 (np. Wrocławskiej)
  • garść świeżych liści bazylii (w zimie można zastąpić łyżeczką suszonej)
  • płaska łyżeczka oregano (u mnie liście, ale można wykorzystać suszone)
  • sól, świeżo mielony pieprz kolorowy, zioła prowansalskie


WYKONANIE

Kapustę umyć i obrać z niej liście. Liście umieścić w dużym garnku, zalać wodą i zagotować. Gotować do momentu, aż liście nieco zmiękną (miałam kapustę z ogródka i u mnie trwało to około 4 min.). Podgotowane liście wyłowić i zostawić do ostudzenia. Wody nie wylewać.

Mięso mielone przełożyć do głębokiej patelni, dodać obraną i pokrojoną w drobną kostkę cebulę, polać całość oliwą i włączyć palnik. Całość smażyć mieszając od czasu do czasu, aż mięso nie będzie surowe, a cebula się zeszkli.

Do misy blendera wlać pomidory z puszki, dodać obrane ząbki czosnku, koncentrat pomidorowy, świeże liście bazylii i oregano. Następnie doprawić solą, świeżo mielonym pieprzem kolorowym i odrobiną ziół prowansalskich, po czym włączyć urządzenie. Zmiksowany sos przelać do mięsa i podgrzewać przez kilka minut. Do 1/2 wysokości szklanki nalać wodę z kapusty, dodać mąkę, dobrze wymieszać, po czym przelać mieszając do mięsa z sosem. Nadal chwilę podgrzewać, po czym wyłączyć palnik. Ryż ugotować w wodzie z kapusty z dodatkiem soli (czas wg instrukcji na opakowaniu). Ugotowany ryż przełożyć do mięsa i dobrze wymieszać. W razie potrzeby doprawić.

Piekarnik rozgrzać do temperatury 200°C. Duże, okrągłe naczynie żaroodporne (lub dwa małe) wysmarować oliwą. Na spodzie naczynia ułożyć duże liście, tak aby boki były podwinięte do góry. Na liście ułożyć mięso z ryżem, po czym ponownie liście (pamiętając o tym, aby podwijać je do góry). I tak też układamy kolejne warstwy. Na samej górze powinny znaleźć się liście kapusty, jednak tym razem podwinięte odrobinę w dół. Tak przygotowaną zapiekankę (lub dwie mniejsze) włożyć do piekarnika (z nałożoną pokrywą naczynia) i zapiekać około 40 minut.

Z upieczonej zapiekanki gołąbkowej zdjąć pokrywę, nałożyć duży talerz lub deskę i obrócić do góry dnem. Wierzch zapiekanki udekorować np. liśćmi bazylii. Zapiekankę ciąć ostrym nożem na trójkąty (podobnie jak pizzę).




sobota, 25 sierpnia 2018

Kruche ciasto jabłkowe


Muszę przyznać, że dawno nie jadłam tak pysznego ciasta. W domu pachniało po jego upieczeniu bajecznie. Te zapachy skłoniły mnie do tego, aby spróbować jeszcze ciepły kawałek. Mmmm coś pysznego. Jak się okazuje, ciasto jest pyszne i na ciepło i na zimno. Wydaje mi się, że ilość jabłek jest wystarczająca, ale jeżeli chcecie, to możecie dodać ich więcej. Sam przepis na ciasto tworzyłam przez trzy dni :-) W pierwszy postanowiłam, że upiekę ciekawe ciasto z jabłkami. W ten dzień powstał też jego ogólny zarys. W drugi dzień z rana zabrałam się za rozpisanie składników i ich domyślnej ilości. W ten dzień zagniotłam też sobie wieczorem już kruche ciasto. W trzeci dzień, zaraz po przyjściu z pracy, zabrałam się za kończenie ciasta i wtedy też przyszła pora na korektę ilości składników. Dlaczego korektę? Bo bywa tak, że początkowo przyjmuję domyślną ilość niektórych składników, a dopiero w trakcie przygotowywania wypieku zapisuję ile dokładnie dodałam. Oczywiście całemu procesowi tworzenia przepisu towarzyszy dużo emocji. Taka twórczość sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Jak już ciasto ląduje w piekarniku, to zaczyna pojawiać się stres (czy dobrze dobrałam składniki?). Najlepszy moment, to ten, w którym okazuje się, że ciasto jest przepyszne. Gorzej jak coś nie wyjdzie ;-) Ale z drugiej strony każda sytuacja, w której coś pójdzie nie tak jest dla mnie świetną lekcją i pozwala mi wiele się nauczyć.



SKŁADNIKI

Kruche ciasto:

  • 500 g mąki pszennej tortowej
  • szczypta soli
  • 120 g cukru pudru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 200 g zimnego masła
  • 2 łyżki wody
  • 4 żółtka
  • dodatkowo: masło do wysmarowania formy
Nadzienie:

  • 600 g jabłek
  • 1/2 cytryny
  • 330 g kwaśnej śmietany 18%
  • 2 opakowania budyniu waniliowego z cukrem
  • 60 g kaszy manny
  • 4 białka 
  • szczypta soli
  • 60 g cukru
  • dodatkowo: cynamon i cukier do posypania jabłek

WYKONANIE

Kruche ciasto: Formę o wymiarach 25 x 30 cm posmarować masłem. Do miski wsypać mąkę, dodać sól, cukier puder, proszek do pieczenia, żółtka,  posiekane nożem zimne masło i wodę, po czym zagnieść jednolite ciasto. Ciasto podzielić na dwie równe części. Jedną zawinąć w folię spożywczą i włożyć do lodówki, zaś drugą wylepić równomiernie spód formy i również włożyć do lodówki. Ciasto schładzać co najmniej 2 godziny.

Piekarnik rozgrzać do temperatury 200°C. Kruchy spód ponakłuwać widelcem, po czym włożyć do piekarnika na 15 minut. Po tym czasie wyciągnąć i zostawić do ostudzenia.

Nadzienie: Temperaturę piekarnika zmniejszyć do 180°C. Jabłka obrać ze skóry, wyciąć gniazda nasienne i pokroić w niewielką kostkę. Następnie przełożyć do miski, polać wyciśniętym sokiem z cytryny, posypać cukrem i oprószyć cynamonem (ilość wg uznania).

Do osobnej miski dodać śmietanę, proszki budyniowe i kaszę mannę. Dobrze wymieszać. W kolejnej misce ubić białka ze szczyptą soli stopniowo dodając cukier. Białka połączyć delikatnie z masą budyniową, następnie wsypać jabłka i ponownie wymieszać. Całość przełożyć na podpieczony kruchy spód. Na wierzch zetrzeć na tarce o dużych oczkach pozostałe kruche ciasto i włożyć do piekarnika. Piec około 50 minut, aż wierzch ciasta ładnie się przypiecze. Upieczone ciasto zostawić do ostudzenia.

Uwagi: Ciasto smakuje również rewelacyjnie na ciepło. Jeżeli postanowicie je podawać jeszcze ciepłe, to nie zapomnijcie o gałce waniliowych lodów, która doda całości deseru charakteru.






Bo każde zdjęcie ma swoją historię...

Zazwyczaj publikując przepis zamieszczam tylko same zdjęcia potrawy, nigdy otoczenia i tego, co się działo w czasie sesji. Teraz chcę to zmienić. Mam niewiarygodnie mało czasu od kiedy zmieniłam pracę, a mój dwuletni syn nie do końca się pogodził z tym, że mnie nie ma tyle czasu. Każda potrawa i każde zdjęcie, to dla mnie ogromne wyzwanie. I tak też było tym razem. Każdy kolejny krok miałam przemyślany wcześniej, ale jak to w życiu bywa, zawsze może się wiele zmienić po drodze. Kruche ciasto zagniotłam wieczorem, a ciasto miałam zamiar zrobić w dniu następnym po powrocie z pracy. Oczywiście liczyłam na to, że mój syn będzie jeszcze spał. Piotr miał jednak inne plany i się obudził. Bardzo mu mnie brakuje, więc nie daje mi od siebie odejść nawet na minutkę, więc z wielkim wysiłkiem udało mi się podpiec kruchy spód. Później podałam Piotrusiowi obiad i zostawiając go w rękach babci uciekłam kończyć ciasto. Ale Piotr łatwo się z tym nie pogodził i znowu poszedł za mną. I tak próbowałam obrać i pokroić jabłka, a później przygotować nadzienie. Nie było łatwo i trochę zajęło zanim ciasto znalazło się w piekarniku. Wtedy też poszłam do malca, bawić się z nim na podwórku. Na następny dzień mieli przyjść goście, więc nie było żadnych szans na zrobienie zdjęcia. Słońce zaczęło już powoli zachodzić, a moja panika, że nie uda mi się zrobić zdjęć, zaczęła rosnąć z każdą minutą. I tutaj przyszła z pomocą babcia. Wpakowała Piotrusia do autka (takiego do pchania) i pojechała na krótki spacer. Mąż pomógł mi znieść z piętra wszystko, czego potrzebowałam do zdjęć i przeniósł mi stół ogrodowy. Nie miałam czasu na skomplikowaną stylizację. Dosłownie tak jak ułożyłam zdjęcia od razu, tak już zostało. Udało się zrobić te kilka zdjęć, a zaraz potem przyjechała babcia z synem. Piotr od razu zaciekawił się tym, co się dzieje, żeby zaraz później "zaatakować" ciasto. Mimo, że było jeszcze ciepłe, to każdy zjadł po dużym kawałku.





wtorek, 21 sierpnia 2018

Odrywane bułki dyniowe


Uwielbiam domowe pieczywo. Lubię też eksperymentować z różnymi smakami i tak też powstały bułki dyniowe. Są pyszne i delikatne, zaś dzięki samej dyni, zachowują świeżość na dłużej. Cynamonu dodałam jedynie symboliczną ilość, ale jeżeli chcecie, to możecie dodać więcej. Możecie również eksperymentować dodając odrobinę korzennych przypraw lub rodzynki. Mój dwuletni syn je uwielbia. Był w stanie zjeść całą bułkę na kolację. Osobiście ja i moja rodzina jemy bułki dyniowe bez dodatków, ale z powodzeniem można je podawać z dżemem i innymi dodatkami.


Duża porcja na około 21 bułek (można przygotować w mniejszej formie do ciasta z połowy porcji)


SKŁADNIKI

  • 50 g świeżych drożdży
  • 350 ml letniego mleka
  • 1,4 kg mąki pszennej typ 500 (np. Wrocławskiej)
  • 2 jajka
  • 500 g puree z dyni
  • 1 łyżeczka soli
  • 120 g cukru trzcinowego
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 160 g masła
  • dodatkowo: cukier puder i mąka ziemniaczana

WYKONANIE

Do miseczki wlać 100 ml ciepłego mleka, dodać pokruszone drożdże i dobrze wymieszać. Następnie wsypać 100 g mąki, ponownie wymieszać i zostawić na 15-20 minut do powstania zaczynu.

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. Jajka rozbełtać w małej miseczce. Masło rozpuścić i ostudzić. Do bardzo dużej miski wsypać 1 kg mąki, dodać sól, cukier, cynamon, puree z dyni, rozbełtane jajka, wlać pozostałe mleko i dodać zaczyn. Całość dobrze wymieszać, po czym dodać odrobinę masła i zacząć zagniatać ciasto. Co jakiś czas dodawać masło, aż się całe zużyje, dopiero później podsypywać pozostałą mąką zagniatając. Ilość dodanej mąki jest zależna od tego, jakiej konsystencji było wasze puree z dyni (może się okazać, że nie będziecie potrzebować takiej ilości, jak podałam w przepisie, bo Wasze puree jest gęste). Nie należy jednak przesadzać z dodaną mąką. Lepiej podsypywać dłonie mąką w trakcie robienia bułek, niż dodać jej za dużo. Wyrobione ciasto przykryć ręcznikiem kuchennym i zostawić do pierwszego wyrastania na 2 godziny (w lecie czas ten może się znacznie skrócić).

Wyrośnięte ciasto mocno uderzyć otwartą dłonią w celu jego odpowietrzenia. Ponownie lekko zagnieść, po czym odrywać kawałki ciasta (najlepiej oprószyć dłonie mąką) o wadze 120 g. Z ciasta formować kule i kłaść jedną obok drugiej na posypanej mąką ziemniaczaną blaszce z wyposażenia piekarnika (najlepiej jak będzie to nieco wyższa blaszka). Tak przygotowane bułki przykryć ponownie ręcznikiem kuchennym i zostawić do ponownego wyrastania na 60 minut (w lecie wystarczy 30 minut).

Piekarnik rozgrzać do temperatury 200°C, po czym włożyć do niego formę z wyrośniętymi bułkami. Piekarnik zaparować poprzez spryskanie go przez uchylone drzwiczki piekarnika wodą (np. spryskiwaczem do kwiatów). Bułki piec około 35 minut. Aby bułki nie przypaliły się od góry, gdy już się ładnie zarumienią, należy położyć na nich papier do pieczenia (po czym ponownie zaparować piekarnik). Upieczone bułki przełożyć na kratkę do ostudzenia (najlepiej obrócić blaszkę do góry dnem, tak aby całe bułki spadły z blaszki, to czym przełożyć na kratkę). Ostudzone bułki posypać cukrem pudrem.

Uwagi: Można upiec również mniejsze bułeczki, należy jednak skrócić wtedy czas pieczenia. Aby bułki miały ten sam rozmiar, kładę na wadze kawałek folii, posypuję mąką i każdy kawałek ciasta ważę.




poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Zupa pomidorowo-bazyliowa z ryżem


Gdybym zamiast ryżu dodała makaronu, to mogłabym nadać zupie nazwę "Włoska zupa pomidorowa z bazylią i cukinią". Jednakże miałam strasznego "smaka" na ryż, więc zostałam przy krótkiej i prostej nazwie ;-) Zupa jest bardzo smaczna i zdrowa. Oczywiście mimo tego, że pomidory są bardzo zdrowe i dietetyczne, to nie można jeść ich codziennie w nadmiernych ilościach, bo grozi to przedawkowaniem pewnych witamin i minerałów (np. potasu). Zupę najlepiej przygotować w sezonie letnim, kiedy to pomidorów jest całe mnóstwo. Lato było w tym roku bardzo gorące, więc pomidory obrodziły mi na krzakach bardzo obficie. Powoli zaczyna mi brakować pomysłów, co z nimi robić :-) Drugim głównym składnikiem zupy jest bazylia. Aktualnie rośnie na ogródku, ale zazwyczaj mam bazylię przez cały rok w doniczkach na parapecie kuchennym. Uwielbiam jej smak i aromat.



Porcja dla 6 osób.


SKŁADNIKI

  • 1,5 kg pomidorów
  • 3 duże ząbki czosnku
  • 2 duże cukinie
  • kilka dużych gałązek bazylii
  • 2 gałązki oregano (można zastąpić płaską łyżeczką suszonego)
  • opcjonalnie gałązka lubczyku
  • 2 litry rosołu warzywno-drobiowego
  • 200 g ryżu
  • sól, świeżo mielony pieprz
  • pęczek natki pietruszki

WYKONANIE

Do dużego garnka wlać rosół. Pomidory umyć, sparzyć i obrać ze skórki. Czosnek obrać z łupin i pokroić na mniejsze kawałki. Cukinie umyć i pokroić w dużą kostkę. Gałązki bazylii i oregano umyć, po czym obrać tylko liście. Wszystkie składniki dodać do rosołu i zagotować (jeżeli posiadacie lubczyk, to też można go dodać, ale należy go wyciągnąć przed zmiksowaniem zupy). Całość gotować na średnim ogniu do momentu, aż warzywa zaczną się rozpadać. W międzyczasie ugotować ryż według instrukcji na opakowaniu. Zupę zmiksować (najlepiej wykorzystując w tym celu blender ręczny - pamiętajcie jednak, że niektóre blendery nie mogą miksować gorących płynów, więc zupę należy nieco schłodzić), po czym doprawić dobrze solą i świeżo mielonym pieprzem. Ryż można dodać do zupy i wymieszać lub nałożyć bezpośrednio na talerze i zalać zupą. Natkę pietruszki umyć, posiekać i posypać nią zupę w talerzach.

Uwagi: Do przygotowania zupy można wykorzystać gotowy rosół lub przygotować szybką wersję (ja tak zrobiłam). Wystarczą 4 udka z kurczaka, pęczek włoszczyzny (można zastąpić zimą wersją mrożoną), 2 liście laurowe, 5 ziaren ziela angielskiego. Całość gotujemy godzinę, po czym wyciągamy z zupy. Udka z kurczaka można podać do zupy jako dodatek.
Gdy gotuję rosół, to poza samą włoszczyzną dodaję jeszcze "bukiet ziół". W mojej zupie ląduje zawsze spora gałązka lubczyku, dwie gałązki natki selera i kilka gałązek natki pietruszki. Wszystkie te zielone dodatki wyciągam na koniec z zupy. Do zupy rybnej można dodać jeszcze kilka gałązek tymianku i inne zioła, w zależności od tego, jaki smak chcemy uzyskać.



niedziela, 5 sierpnia 2018

Ciasto ze śliwkami


W tym roku lato zaczęło się już bardzo wcześnie, co jak widać wiąże się z wcześniejszym sezonem na każde z owoców. I tak też mam kosze pełne między innymi jabłek, gruszek i śliwek, zaś na krzakach pełno jest malin i jeżyn. Dzisiaj miałam ochotę zdecydowanie na coś słodkiego, dlatego upiekłam bardzo proste, a zarazem pyszne ciasto śliwkowe. Osobiście uwielbiam takie smaki.



SKŁADNIKI

  • 4 jajka
  • szczypta soli
  • 100 g cukru trzcinowego
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 150 ml oleju rzepakowego
  • 200 g mąki pszennej tortowej
  • 70 g mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • około 700 g śliwek
  • cukier puder do dekoracji
  • dodatkowo: masło i mąka do posmarowania i oprószenia formy do pieczenia


WYKONANIE

Piekarnik rozgrzać do temperatury 180°C. Spód formy o wymiarach 25 x 30 cm wysmakować masłem i oprószyć mąką. Śliwki umyć, przepołowić i wyciągnąć pestki.

Do miski wbić jajka, dodać szczyptę soli, cukier trzcinowy i cukier waniliowy, po czym ubić na puszystą piankę. W osobnej misce wymieszać ze sobą mąkę pszenną, ziemniaczaną i proszek do pieczenia. Do masy jajecznej wlać olej rzepakowy, po czym przesiać przez sitko składniki sypkie i zmiksować na jednolitą masę. Ciasto przelać do formy. Na wierzchu ułożyć równomiernie śliwki rozcięciem do góry i włożyć do piekarnika. Piec około 40 minut. Upieczone ciasto zostawić do ostudzenia. Przed podaniem posypać przez sitko cukrem pudrem.




sobota, 28 lipca 2018

Moja historia Canon #wiecejemocji z aparatem EOS M50


Niedawno miałam okazję wziąć udział w konkursie fotograficznym Canon #wiecejemocji. W związku z tym, że udało mi się wygrać, chciałam się z Wami podzielić moją historią.

Konkurs składał się z dwóch głównych etapów. W pierwszym etapie należało zaprezentować zdjęcie ze swoją pasją, tym co kochamy, ale nie można było umieścić żadnej postaci. Należało również napisać co i dlaczego nie zmieściło się w kadrze. Poniżej moja praca konkursowa wraz z tekstem.

Moje zdjęcie w I etapie konkursu Canon #wiecejemocji 

Mój tekst do zdjęcia konkursowego w I etapie: 

"Moją pasją są kulinaria. Fotografią interesowałam się już od dziecka, ale fotografią kulinarną zajęłam się dopiero, gdy zaczęłam prowadzić bloga. Pyszne jedzenie nie powinno być obdzierane ze swojego piękna zdjęciami zrobionymi na szybko. Na zdjęciu brakuje oczywiście mojej kochanej rodziny, która zasiada ze mną do posiłku. W tle zdjęcia zaś zdecydowanie powinno się znaleźć morze, bo kocham podróże, a w szczególności te, które pozwalają mi znaleźć się blisko mórz lub oceanów ❤️ "

Jak widać już po samym opisie, nie jestem profesjonalnym fotografem, a sam konkurs zorganizowany został dla wszystkich osób, aby pokazać, że tak na prawdę każdy z nas może robić zdjęcia i dzielić się swoją pasją.

W pierwszym etapie zakwalifikowało się sześć osób, w tym i ja, do kolejnego drugiego etapu, który podzielony został na cztery zadania. Każdy z uczestników dostał do testowania aparat Canon EOS M50 wraz z dwoma obiektywami. Po początkowym przerażeniu i obawach, czy sobie poradzę, pojawiło się ogromne zadowolenie, bo aparat bardzo przypadł mi do gustu. Oczywiście po przejściu pierwszego etapu obudził się we mnie duch rywalizacji i postanowiłam, że muszę wygrać aparat. Oczywiście postanowienia nie zawsze idą w parze z życiem realnym. Ale o tym zaraz.

I zadanie:

"Cześć! Mam na imię Alek, Hashtagalek i mam przyjemność być autorem pierwszego zadania dla Uczestników drugiego etapu konkursu Canon #więcejemocji.
Oto moje wyzwanie: Spróbujcie pobawić się kadrem, kątami i zrobić zdjęcie z niecodziennej, totalnie nieoczywistej perspektywy! Do wykonania zadania wykorzystajcie odchylany ekran aparatu, a jeśli perspektywa jest mega wymagająca – możecie skorzystać z aplikacji Canon Camera Connect na smartfony i tablety. Liczę na Waszą kreatywność!"

Pierwsze zadanie pozostawiało nam duże pole do popisu, bo sama tematyka zdjęcia nie była określona. Wszystko wydawało się bardzo łatwe, ale w praktyce wyszło zupełnie inaczej. Najpierw poważnie rozchorował się mój syn, a zaraz za nim ja. Zawsze się chwalę, że nigdy nie poznać po mnie choroby. Cóż... tym razem było inaczej. Ale nie miałam się zamiaru poddawać już na samym początku. Jazda do dużego miasta odpadała definitywnie (i ze względu na dziecko i na mnie samą). Postanowiłam więc, że wybiorę się do pobliskiego miasteczka. Mąż pojechał jako kierowca, bo ja nie byłam w stanie. Udało mi się zrobić kilka ujęć od podłoża, ale żadne ze zdjęć nie były moim zdaniem wystarczające by wygrać. Może dodam, że zrobione przez nas zdjęcia nie mogły być poddane żadnej obróbce w programach graficznych itp. Miałam więc ustawione w aparacie kolory na bardzo żywe. Poniżej kilka zdjęć z miasta.




Zrobiłam również wiele innych zdjęć w okolicy, ale ciągle to nie było "to". W trakcie prób zrobiłam ładne zdjęcie nad jeziorem, ale czegoś mi na nim brakowało. I dlatego też postanowiłam w nie wpleść kulinaria. Żeby było śmieszniej, akurat była niedziela niehandlowa, a moja lodówka świeciła pustkami. Nie czułam się też na siłach by piec tort, czy cokolwiek innego równie spektakularnego, więc postanowiłam przygotować piknik. Na szczęście w mojej miejscowości jest sklep prowadzony przez właściciela i z tego względu otwarty. Kupiłam ser, winogrona i pomidorki koktajlowe, po czym odstałam swoje w długiej kolejce do kasy. Nad jeziorem poszło już prędko. Dzięki możliwości połączenia Bluetooth lub Wi-Fi z telefonem mogłam bez problemu wystylizować plan zdjęciowy. Aparat położyłam na ziemi, a dzięki odchylanemu ekranowi mogłam spokojnie zrobić zdjęcia bez potrzeby kładzenia się płasko na ziemi. Poniżej zdjęcie konkursowe i kilka innych związanych z nim zdjęć.

Moje zdjęcie do I zadania w konkursie Canon #wiecejemocji




II zadanie:

"Witam wszystkich, nazywam się Katarzyna Hajdan, @kati_hay! Jestem autorką kolejnego zadania dla Uczestników drugiego etapu konkursu Canon #więcejemocji i sprawdzę, jak radzicie sobie gdy trzeba zmienić tempo.



Oto zadanie: Pokażcie, co Was kręci... w formie wideo! Nagrajcie pomysłowy film o swojej zajawce z wykorzystaniem funkcji slow motion lub timelapse. Dacie radę zrobić to bez dźwięku i zmieścić się w 20 sekundach? Spróbujcie!"


Przyznam szczerze, że nie miałam pojęcia o tym, że aparat Canon EOS M50 kręci filmy od razu w slow-motion lub time-lapse. Temat nie był mi obcy, ale już samo wykonanie mnie przeraziło. Nie zdążyłam jeszcze wyzdrowieć, odwołałam również swoje wczasy. Postanowiłam już na początku, że nakręcę timelapse, ale bardziej mnie martwił fakt, że mam do pokazania tylko 20 sekund, a w dodatku moja pasja wydawała mi się mało atrakcyjna pod tym kątem. Timelapsy towarzyszyły mi cały czas, czy to w plenerze, na śniadaniu, przy grillu, obiedzie itd. I cały czas zastanawiałam się jak pokazać swoją pasję tak, aby film był dynamiczny i ciekawy. Ugotowanie całej potrawy odpadało, bo jest zbyt mało czasu. Próbowałam więc z czymś krótkim np. przygotowaniem lodów, ale tutaj sytuacja wyglądała na odwrót. W tym czasie byłam w stanie przygotować za wiele i wyglądało to nudnie. W końcu postanowiłam spróbować z konsumpcją ciasta w tle wystylizowanym jak na fotografię kulinarną. Upiekłam więc z rana galette z jagodami, przygotowałam wszystko jak do fotografii kulinarnej, dodając elementy dodatkowe, które miały mi pozwolić stworzyć dynamiczną akcję. Więc na stole pojawiły się winogrona, kawa zbożowa, mleko, dodatkowe talerzyki dla innych osób. Na filmie najpierw kroje, nakładam na talerzyki deserowe i podaję mężowi galette, później nalewam mleka do kawy, zjadam swój kawałek ciasta popijając kawą, a na koniec jem winogrona. Podoba mi się w tym timelapse cały dynamizm i to jak wszystko znika z kadru. Poniżej mój konkursowy film.


Zapraszam również do obejrzenia rodzinnego śniadania z naleśnikami nagranego w trybie timelapse.



III zadanie:

"Cześć! Jestem Beata, a ja jestem Remek. Razem prowadzimy profil instagramowy Warsaw Jungle. Jesteśmy autorami trzeciego zadania dla uczestników drugiego etapu konkursu Canon #wiecejemocji.



Wykorzystując manualne ustawienia aparatu, zrób zdjęcie używając długiego czasu naświetlania. Ważne w zadaniu jest to, aby ten efekt był widoczny na zdjęciu. Podejdźcie do zadania najbardziej kreatywnie jak potraficie! Jak zawsze jesteśmy ciekawi Waszych komentarzy na temat wyzwania, dlatego napiszcie kilka zdań, skąd pomysł na Waszą fotograficzną odpowiedź. Macie na to czas do 06.05, godz. 24.00."


Trzecie zadanie wydawało mi się najbardziej łatwe, ale zdecydowanie nie chciałam robić zdjęć miasta nocą, bo to wydawało mi się zbyt łatwe i mało kreatywne. Początkowo próbowałam z karuzelami, bo tak się złożyło, że odbywała się u nas festyn. Pomysł był ciekawy, ale problemem był fakt, że w wieczornych godzinach, gdy robiło się już ciemno, mało kto jeździł na karuzelach. Więc musiałam cierpliwie czekać. Problemem kolejnym był fakt, że w tych godzinach kładę zawsze syna spać. Udało mi się zrobić kilka ujęć, ale o ile same karuzele dają ciekawy efekt, o tyle samo otoczenie było mało ciekawe. Poniżej kilka zdjęć.





Kolejnym pomysłem był pokaz sztucznych ogni, który miał się odbyć ostatniego dnia majówki. Pojechałam na rowerze wraz z mężem, który nie zapłacił wstępu i czekał za bramą. Ja zaś znalazłam odpowiednie miejsce i czekałam. W końcu wybiła 21:00, ale pokazu nadal nie było. O 21:15 zaczęło padać, później rozpętała się burza i lunęło już na całego. O godzinie 22:00 ogłoszono, że pokaz sztucznych ogni został odwołany z powodu niekorzystnej pogody. Na szczęście aparat miałam w dwóch workach i futerale, więc przetrwał ulewę. Gorzej było ze mną i moim mężem, bo nie mieliśmy parasolów. Wróciliśmy do domu mokrzy i rozczarowani, bo możliwość uchwycenia na zdjęciach sztucznych ogni przepadła. Żałuję, że czasu nie było więcej, bo uwieczniłabym wodospad. Z braku innych możliwości i pomysłów postanowiłam udać się nad pobliską rzeczkę i tam zrobić zdjęcie. Pojechałam na rowerze zabierając ze sobą tylko aparat, statyw i kalosze taty. Buty przebrałam na miejscu, a swoje obuwie sportowe schowałam w worku i położyłam w trawie, tak żeby nikt mi ich nie ukradł. Zejście do rzeki jest nieco strome, ale w samej rzece można znaleźć płycizny, które idealnie nadawały się na rozłożenie statywu. Zmrok zaczął już zapadać, więc zabrałam się za zdjęcia. Gdy już prawie skończyłam, przyjechał na rowerze mąż, bo martwił się, że jestem sama po zmroku w takim miejscu. Pomógł mi wyjść z rzeki i szedł przede mną. Takiej historii, która spotkała mnie później się nie spodziewałam. Było już na tyle ciemno, że mąż kopnął do mojego worka z butami, który z kolei stoczył się do rzeki. Nie widziałam tego faktu, ale on sam po chwili zapytał "Kopnąłem w jakiś worek, co tutaj leżał, ale to nie twoje?". Krzyknęłam tylko "Moje buty!", a moja mina mówiła już resztę. Mąż dzielnie wskoczył do wody w biegu zdejmując buty i skarpetki, ale było już za późno. Buty poszły na dno. W za dużych kaloszach taty nie potrafiłam jechać na rowerze, więc musiałam na bosaka. Na szczęście było już ciemno i nikt mnie nie widział ;-) A poniżej zdjęcie konkursowe i kilka innych ujęć.

Moje zdjęcie do III zadania w konkursie Canon #wiecejemocji



IV zadanie:


"Cześć, nazywam się Marcin Kin, Marcin Kin Photography, i jestem fotografem sportów ekstremalnych. 

Finaliści, musicie wykonać kompozycję z maksymalnie dziesięciu zdjęć zrobionych w trybie seryjnym, wykorzystując do tego moc EOS M50, który robi dziesięć klatek/sek. Połączcie aparat z komputerem – zdjęcia obróbcie w programie Digital Photo Professional, dostępnym na stronie Canon i... pokażcie #wiecejemocji!

Tutaj wygrywa nie tylko samo wykonanie, ale także kreatywny pomysł! Instrukcje do zadania znajdziecie na naszej stronie: https://www.canon.pl/wiecejemocji/! Czas na to zadanie macie do 13.05, godz. 24.00"

Początkowo byłam zafascynowana ostatnim zadaniem, bo myślałam, że wszystko jest oczywiste. Już wcześniej robiłam zdjęcia w trybie seryjnym m.in. mojemu synowi na huśtawce, czy też w biegu, więc myślałam, że sprostam zadaniu. Jednakże byłam przekonana, że program Digital Photo Professional będzie nakładał zdjęcie na zdjęcie na zasadzie dodawania tylko ruchomego obiektu. Jak się okazało byłam w błędzie. Odpadły więc wszystkie pomysły na zasadzie wskakiwania do wody, robienia klonów biegających po lesie itp. W tym etapie zrobiłam zdecydowanie najwięcej zdjęć. Próbowałam z synem na boisku, placu zabaw, próbowałam ze strzelaniem z łuku, skakaniem i wiele, wiele innych, ale to ciągle nie było to. Dzięki temu, że zrobiłam tak dużo zdjęć, to mogłam wyciągnąć pewne wnioski. Zdecydowanie najlepsze efekty po obróbce w programie można było uzyskać przy zdjęciach wykonanych na jasnym tle. Dzięki takim wskazówką w mojej głowie zaczęły rodzić się nowe pomysły. I tak też postanowiłam zrobić serię z rzucaniem kwiatów. Najlepszy efekt powstał dzięki rzuceniu płatków kwiatów na tle nieba. Poniżej zdjęcie konkursowe wraz z tekstem.


Tekst do zdjęcia konkursowego:

Chciałam aby ostatnie zdjęcie było najlepsze z tych, które dotychczas zrobiłam w myśl powiedzenia „Nie ważne jak zaczniesz, ważne jak skończysz”. Dlatego też realizowałam bardzo dużo pomysłów. Największy nacisk kładłam jednak na to, aby zdjęcie było kreatywne. Myślę, że mogę śmiało napisać, że udało mi się osiągnąć zamierzony cel. Zdjęcia seryjne wyglądają bardzo ciekawie i stwarzają wiele możliwości, nie tylko przerobienia ich w jedno, ale również taka metoda robienia zdjęć daje nam możliwość wyboru tego najbardziej ciekawego. Bo czasami liczą się sekundy.

Poniżej kilka zdjęć wykonanych w trybie seryjnym. Niektóre są poddane obróbce w programie Digital Photo Professional.







Muszę przyznać, że w trakcie testowania aparatu Canon EOS M50 bawiłam się świetnie i bardzo się cieszę, że miałam taką możliwość. Gdy przyszedł moment odesłania całego sprzętu, a mnie zaczęła nękać niepewność, czy uda się wygrać, to odczuwałam doskwierającą mi pustkę. Powrót do mojej starej lustrzanki okazał się trudny, a czas oczekiwania na wyniki dłużył się przeokropnie. Ale w końcu się pojawiły. Udało mi się wygrać! To wspaniałe uczucie :-) Dziękuję wszystkim osobom, które mi kibicowały i wspierały. Wasze słowa również się liczą, bo to one mnie napędzały. Dziękuję również mężowi za duże zaangażowanie, wspieranie mnie i zajęcie się maluszkiem, wtedy kiedy wymagała tego sytuacja ;-)



Na stronie oficjalnej Canon pojawiła się również moja recenzja aparatu. Zapraszam na stronę Canon:


Przed rozpoczęciem konkursu, w trakcie jego trwania i po jego zakończeniu miałam okazję zrobić nieco zdjęć aparatem Canon EOS M50. Poniżej prezentuję je do wglądu. Poza tym dodałam też zdjęcia aktualne.