Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 września 2015

Niebieskim szlakiem: Sopotnia Wielka - Hala Lipowska


Czas przebycia trasy około: 4 godz. 40 min.
Długość trasy: około 13,6 km.


Przy lepszych warunkach pogodowych trasę tą da się przebyć prędzej. My (ja i mój mąż) szliśmy po tym jak spadł deszcz, więc każdy korzeń drzewa i każdy kamień był bardzo śliski, co nas spowalniało. Pogoda nam raczej sprzyjała, bo wyszło słońce, dopiero gdy wracaliśmy spadł lekki deszcz.


Trasa zaczyna się w miejscowości Sopotnia Wielka (Kolonia). Dojechaliśmy samochodem aż do ostatniego przystanku przed niebieskim szlakiem. Trasa zaczyna się drogą betonową. Po lewej stronie płynie potok. Dochodząc do miejsca przeznaczonego na biwak należy odbić na prawo. Można to miejsce przeoczyć.


Początkowo szlak jest dosyć wąski, lecz w dalszych odcinkach staje się szerszy. Dosyć pozytywnie go oceniam, mimo że wracając zaliczyłam poślizg na dużym kamieniu i upadek na pupę :-)


Idąc niebieskim szlakiem można od czasu do czasu podziwiać panoramę gór. Po drodze mija się też wiele strumieni, w tym jeden ciekawszy, spływający ze skał i tworzący niecki, w których zbiera się woda.


Ostatni odcinek trasy do Hali Rysianka pokonuje się szerszą już drogą, która wiedzie wprost do schroniska PTTK na Hali Rysianka.



Z Hali rozpościera się piękny widok na okolicę. My chwilę odpoczęliśmy, zjedliśmy babkę bananową i wyruszyliśmy do kolejnego punktu, czyli Hali Lipowskiej. Po dojściu do schroniska PTTK na Hali Lipowskiej, warto przejść się jeszcze kawałek dalej w górę, bo rozpościerają się tam ciekawe widoki.




 Z tego też punku (czyli Hali Lipowskiej) wracaliśmy z powrotem.



I to właśnie w drodze z Hali Lipowskiej do Hali Rysianka mieliśmy okazję spotkać piękny okaz lisa. Z tym, że zaskoczył nas kompletnie. Gdyby był od nas bardziej oddalony, to zrobiłabym zdjęcie, ale lis podszedł nas od tyłu i znalazł się dwa metry od nas z boku. Odległość była zbyt mała, a ryzyko, że ma wściekliznę zbyt duże, dlatego też mój mąż przegnał go zanim zdążyłam sięgnąć po aparat fotograficzny. Lisa bynajmniej to nie zraziło i szedł jeszcze długo przed nami zanim się oddalił.



Czytając tablicę informacyjną na temat nie zostawiania śmieci i żywności na szlaku, zastanawialiśmy się, czy faktycznie można tutaj spotkać wilki i niedźwiedzie. W drodze powrotnej spotkaliśmy starszego Pana zbierającego jagody i od niego też dowiedzieliśmy się, że można owszem spotkać wilki. Opowiedział nam o swoim spotkaniu z wilkiem nad potokiem. Jednak wilk tylko przez kilka minut obserwował go, po czym się oddalił. Gdziekolwiek więc idziemy, warto zawsze zachować ostrożność, bo nigdy jej za wiele ;-) Droga powrotna przebiega znacznie szybciej, chociaż w niektórych odcinkach warto zachować ostrożność, bo jest ślisko.

czwartek, 27 listopada 2014

Praga - Hradczany


Zawsze chciałam pojechać do Pragi. Nie tak na jeden dzień, tylko na dłużej. Zależało mi na tym by zobaczyć wszystko, co w moim mniemaniu warte było zobaczenia. Jak się okazało ponad tydzień pobytu mi jeszcze nie wystarczył. Ale może winna była temu pogoda. Nastąpiło spore załamanie i okropnie lało, wiało i zimno było. Trudno się wtedy dynamicznie przemieszczać, nie wspominając już o robieniu zdjęć. W Pradze byłam w 2010 roku.

 
Praga mnie urzekła. Moim zdaniem jest jedną z najpiękniejszych stolic. Łączy doskonale stare z nowym, czyli (mam na myśli, że) są niezwykłe zabytki, ale są też udogodnienia w postaci metra. Sama atmosfera Pragi jest magiczna. 
Nie chcę pisać niezwykle długiego posta, więc zrobiłam podział na podstawie zwiedzanych regionów. W końcu byliśmy tam ponad tydzień :-) Zatrzymaliśmy się w hotelu bardzo oddalonym od centrum. Ale nie stanowiło to problemu, bo po zakupieniu biletu czasowego, można jeździć każdym dostępnym środkiem transportu. Korzystaliśmy więc z metra, autobusów i tramwajów. Pierwszego dnia pobytu relacjonować nie będę, bo po tak długiej jeździe pociągiem byliśmy dosyć zmęczeni. Zrobiliśmy sobie krótki spacer po okolicy, a prawdziwe zwiedzanie zostawiliśmy sobie na kolejny dzień. I tak też po szybkim śniadaniu serwowanym przez hotel, skierowaliśmy swoje kroki w stronę Zamku Praskiego.


W ten dzień (a dokładniej 26.08.2010r.) pogoda nam sprzyjała. Było słonecznie i idealnie ciepło na zwiedzanie. W Pradze fajne jest to, że nie chodzi się po prostej, tylko zawsze albo trzeba się wspinać pod górkę, albo się schodzi. Dzięki temu widoki też są nieziemskie.


Oczywiście Praski Zamek jest położony wysoko, jak na zamek przystało. Dzięki temu można obserwować z wysokości całą okolicę. 



W indywidualnym zwiedzaniu kocham najbardziej to, że nikt mnie nie goni i mogę się napatrzeć do woli ;-) Powiedzenie "zobaczyć coś" nabiera zupełnie innego znaczenia. Widziałam Luxor i widziałam Zamek Praski. Ale z Luxoru pamiętam tylko samo miejsce, bez żadnych głębszych refleksji, bo nie miałam wtedy na to czasu. A tymczasem cofając się pamięcią wstecz, z Pragi pamiętam tak wiele drobnych detali i uważam, że zawdzięczam to właśnie zwiedzaniu, które sama zaplanowałam i według własnego planu zrealizowałam.




Każdy wstęp nie jest tani, ale będąc w katedrze św. Wita, warto dopłacić i wejść na wieżę. Roztaczają się z niej fascynujące widoki i można porobić ciekawe zdjęcia.











My akurat zaczęliśmy zwiedzanie od katedry. Może dlatego, bo była najbliżej, a może dlatego że nie było akurat tłumów turystów. W każdym razie po opuszczeniu katedry spacerowaliśmy spokojnie uliczkami, żeby ostatecznie skierować się do zamku.



Na zdjęciu powyżej pomagam w pilnowaniu porządku ;-) Nawet strój mam odpowiedni w barwie niebieskiej. 








Podsumowując, koniecznie zobaczyć trzeba:
  • Zamek Praski
  • Katedrę św. Wita
  • Złotą uliczkę
  • Bazylikę św. Jerzego.

środa, 15 października 2014

Iraklion, Kreta cz. 2

W poprzednim poście zwiedziliśmy Katedrę Agios Minas, wenecki port i twierdzę, Muzeum Archeologiczne, teraz pora na Kościół Agios Titos, wenecką loggię, Plateia Eleftherias - plac Wolności i Plateia Venizelou - plac Lwów. 

Plateia Venizelou - plac Lwów
Pogoda jest piękna, słoneczko świeci, więc zaczynamy od placu Lwów (inna nazwa, stosowana zamiennie, to plac Fontanny), który swą nazwę zawdzięcza oczywiście fontannie, której głównym, wyróżniającym elementem są właśnie lwy plujące wodą :-) Oryginalną nazwą jest Plateia Venizelou. Może nieco o samej fontannie Morosiniego. Zbudowana została w 1628 r. przez weneckiego gubernatora miasta, zaś by doprowadzić wodę z gór, wzniesiono adwedukt o długości 16 km. Podstawę fontanny zdobią płaskorzeźby syren, trytonów i innych mitycznych, morskich istot. Na plac zaglądają chętnie nie tylko turyści, można tutaj spotkać również wielu miejscowych.


Z Placu Lwów przemieszczamy się do weneckiej loggii. Na zewnątrz nie przedstawia się zbyt ciekawie, za to co innego w środku.

Wenecka loggia



Wenecka loggia wzniesiona została w XVII w. przez Francisca Morosiniego jako miejsce spotkań i wypoczynku weneckiej szlachty. Na dole warto zwrócić uwagę na przedsionek ozdobiony łukami i wizerunkami słynnych Kreteńczyków. Obecnie budynek pełni rolę ratusza.
Po zobaczeniu ratusza, idziemy zobaczyć kościół Agios Titos.

Agios Titos





Agios Titos ma również ciekawą historię. Sama budowla pochodziła z drugiego okresu bizantyjskiego i była siedzibą kreteńskiego metropolity. W czasach tureckiej okupacji świątynia przekształcona była na meczet. W roku 1856 w wyniku trzęsienia ziemi uległa zniszczeniu, przez co odbudowana została od podstaw. Po opuszczeniu wyspy przez Turków, w budowli ponownie urządzono kościół, którego patronem został św. Tytus, pierwszy biskup Krety.




Na koniec Plateia Eleftherias, czyli plac Wolności. Byłam tam dwa razy i z pierwszego pamiętam tyle, że okoliczne restauracje próbowały nas wciągnąć na posiłek. Za drugim razem szliśmy już opaleni, bez aparatu fotograficznego i w ten sposób nikt nas nie nagabywał, bo widocznie zostaliśmy uznani za mieszkańców wyspy :-)

Plateia Eleftherias - plac Wolności
Jeżeli jesteście na Krecie na dwa tygodnie, to warto wybrać się do Iraklionu raz na zwiedzanie, a raz na dłuższy spacer.






Zapraszam również do przeczytania: Iraklion, Kreta cz.1