czwartek, 7 sierpnia 2014

Tak blisko, a jednak tak daleko: Taba, Egipt

Tytuł tego posta można zrozumieć na wiele sposobów, ale już tłumaczę o co mi dokładnie chodzi ;-) Gdziekolwiek nie jadę, zawsze wybieram lokalizację taką, z której będę mogła zwiedzić ciekawe miejsca. W tym przypadku był jeszcze jeden cel, dokładniej miała to być nasza podróż poślubna, więc dodatkowo chciałam żeby hotel był luksusowy, ale w cenie przystępnej. Kiedy się rozglądałam za wakacjami zagranicznymi, sytuacja w Egipcie nie była jeszcze taka napięta. Ostatecznie sprawę przesądziła opinia znajomej, która wróciła właśnie z pięciogwiazdkowego hotelu Mövenpick Resort Taba w Egipcie. Jako że bardzo chciałam zwiedzić Izrael, a hotel doskonale nadawał się na podróż poślubną, to decyzja zapadła szybko i zarezerwowaliśmy wycieczkę. Dnia 21.08.2013r. polecieliśmy do Egiptu. W kraju tym byłam po raz trzeci, ale po raz pierwszy w Tabie.

Plaża w Tabie.
Cóż... Nadal nie odpowiedziałam na pytanie, dlaczego tak blisko, a jednak tak daleko :-) Blisko, ponieważ do granicy z Izraelem mieliśmy piechotą 5 minut, a daleko,  ponieważ w Egipcie wybuchły zamieszki do tego stopnia, że granice mogły być w każdym momencie zamknięte, a wszystkie wycieczki lokalne zostały odwołane. I zobaczenie Kolorowego Kanionu, Jerozolimy, Petry, czy też Góry Mojżesza odeszło w zapomnienie. Rozczarowanie było ogromne, a zarazem byliśmy uwięzieni w raju... 

Widok z balkonu naszego pokoju (w lewą stronę).
Widok z balkonu naszego pokoju (w prawą stronę).
Mimo braku możliwości zwiedzania, postaraliśmy się o to, by czas dobrze zagospodarować pomiędzy aktywnością, a błogim lenistwem ;-)

Widok ze schodów na ogrody hotelowe.
Kompleks hotelowy był ogromny, więc trochę czasu zajęły nam spacery po nim. Dodatkowo mając all inclusive, mogliśmy swobodnie poruszać się również po hotelu Hilton Taba Resort.

Na terenie Hilton Taba Resort.
Z Hiltona było widać już przejście graniczne z Izraelem. Były tam też ciekawe rafy koralowe, więc często tam pływaliśmy. 

Mój deser :-) Duuużo musiałam później pływać by to spalić.
Czasu mieliśmy dużo, więc delektowaliśmy się jedzeniem, a wieczorami testowaliśmy drinki.


Powyżej drinki serwowane w lobby barze, a poniżej jeden z barmanów przygotował nam niespodziankę w postaci kolorowych drinków, orzeszków i kwiatów :-)


Na zdjęciu powyżej, za nami widać światła trzech państw: Arabii Saudyjskiej, Palestyny i Izraela.


Oczywiście będąc w Egipcie obowiązkowo musieliśmy zaliczyć sziszę ;-)

Wyspa Faraona, Taba.
W trakcie skróconego pobytu (bo ewakuowano nas po tygodniu), udało nam się wybrać na snurkowanie obok Wyspy Faraona.


Jednym z ciekawych miejsc, w które zawędrowaliśmy na spacerze jest między innymi restauracja chińska.





Jak widać na zdjęciach, turystów było niewielu. Jeżeli jacyś się przewijają w tle, to głównie osoby z Palestyny lub Izraela. Całe zamieszki działy się głównie w Kairze, więc uważam, że postanowieniem o ewakuacji wszystkich turystów (za wyjątkiem anglików) skrzywdzono ten kraj. Na naszych oczach odgrywał się ich dramat. Opowiadali nam jak kolejno są odsyłane osoby z personelu hotelu na przymusowe urlopy. Tymczasem w miejscowościach turystycznych nic się złego nie działo. Media sprawę przerysowały, straszyły turystów. Byłam wewnątrz tej machiny, więc widziałam jak to działa. Pewna reporterka najpierw naopowiadała kobiecie z dziećmi o tym co dzieje się w Kairze, a dopiero później zaczęła kręcić reportaż, z nastraszoną już osobą. Może dla niej było to uświadamianie kogoś, ale dla mnie to czysta manipulacja, dla zdobycia dobrego materiału. Ale dosyć tych ponurych myśli.  Na zakończenie zdjęcia mnie i męża :-)



K O N I E C