poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Zupa pomidorowo-bazyliowa z ryżem


Gdybym zamiast ryżu dodała makaronu, to mogłabym nadać zupie nazwę "Włoska zupa pomidorowa z bazylią i cukinią". Jednakże miałam strasznego "smaka" na ryż, więc zostałam przy krótkiej i prostej nazwie ;-) Zupa jest bardzo smaczna i zdrowa. Oczywiście mimo tego, że pomidory są bardzo zdrowe i dietetyczne, to nie można jeść ich codziennie w nadmiernych ilościach, bo grozi to przedawkowaniem pewnych witamin i minerałów (np. potasu). Zupę najlepiej przygotować w sezonie letnim, kiedy to pomidorów jest całe mnóstwo. Lato było w tym roku bardzo gorące, więc pomidory obrodziły mi na krzakach bardzo obficie. Powoli zaczyna mi brakować pomysłów, co z nimi robić :-) Drugim głównym składnikiem zupy jest bazylia. Aktualnie rośnie na ogródku, ale zazwyczaj mam bazylię przez cały rok w doniczkach na parapecie kuchennym. Uwielbiam jej smak i aromat.



Porcja dla 6 osób.


SKŁADNIKI

  • 1,5 kg pomidorów
  • 3 duże ząbki czosnku
  • 2 duże cukinie
  • kilka dużych gałązek bazylii
  • 2 gałązki oregano (można zastąpić płaską łyżeczką suszonego)
  • opcjonalnie gałązka lubczyku
  • 2 litry rosołu warzywno-drobiowego
  • 200 g ryżu
  • sól, świeżo mielony pieprz
  • pęczek natki pietruszki

WYKONANIE

Do dużego garnka wlać rosół. Pomidory umyć, sparzyć i obrać ze skórki. Czosnek obrać z łupin i pokroić na mniejsze kawałki. Cukinie umyć i pokroić w dużą kostkę. Gałązki bazylii i oregano umyć, po czym obrać tylko liście. Wszystkie składniki dodać do rosołu i zagotować (jeżeli posiadacie lubczyk, to też można go dodać, ale należy go wyciągnąć przed zmiksowaniem zupy). Całość gotować na średnim ogniu do momentu, aż warzywa zaczną się rozpadać. W międzyczasie ugotować ryż według instrukcji na opakowaniu. Zupę zmiksować (najlepiej wykorzystując w tym celu blender ręczny - pamiętajcie jednak, że niektóre blendery nie mogą miksować gorących płynów, więc zupę należy nieco schłodzić), po czym doprawić dobrze solą i świeżo mielonym pieprzem. Ryż można dodać do zupy i wymieszać lub nałożyć bezpośrednio na talerze i zalać zupą. Natkę pietruszki umyć, posiekać i posypać nią zupę w talerzach.

Uwagi: Do przygotowania zupy można wykorzystać gotowy rosół lub przygotować szybką wersję (ja tak zrobiłam). Wystarczą 4 udka z kurczaka, pęczek włoszczyzny (można zastąpić zimą wersją mrożoną), 2 liście laurowe, 5 ziaren ziela angielskiego. Całość gotujemy godzinę, po czym wyciągamy z zupy. Udka z kurczaka można podać do zupy jako dodatek.
Gdy gotuję rosół, to poza samą włoszczyzną dodaję jeszcze "bukiet ziół". W mojej zupie ląduje zawsze spora gałązka lubczyku, dwie gałązki natki selera i kilka gałązek natki pietruszki. Wszystkie te zielone dodatki wyciągam na koniec z zupy. Do zupy rybnej można dodać jeszcze kilka gałązek tymianku i inne zioła, w zależności od tego, jaki smak chcemy uzyskać.



niedziela, 5 sierpnia 2018

Ciasto ze śliwkami


W tym roku lato zaczęło się już bardzo wcześnie, co jak widać wiąże się z wcześniejszym sezonem na każde z owoców. I tak też mam kosze pełne między innymi jabłek, gruszek i śliwek, zaś na krzakach pełno jest malin i jeżyn. Dzisiaj miałam ochotę zdecydowanie na coś słodkiego, dlatego upiekłam bardzo proste, a zarazem pyszne ciasto śliwkowe. Osobiście uwielbiam takie smaki.



SKŁADNIKI

  • 4 jajka
  • szczypta soli
  • 100 g cukru trzcinowego
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 150 ml oleju rzepakowego
  • 200 g mąki pszennej tortowej
  • 70 g mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • około 700 g śliwek
  • cukier puder do dekoracji
  • dodatkowo: masło i mąka do posmarowania i oprószenia formy do pieczenia


WYKONANIE

Piekarnik rozgrzać do temperatury 180°C. Spód formy o wymiarach 25 x 30 cm wysmakować masłem i oprószyć mąką. Śliwki umyć, przepołowić i wyciągnąć pestki.

Do miski wbić jajka, dodać szczyptę soli, cukier trzcinowy i cukier waniliowy, po czym ubić na puszystą piankę. W osobnej misce wymieszać ze sobą mąkę pszenną, ziemniaczaną i proszek do pieczenia. Do masy jajecznej wlać olej rzepakowy, po czym przesiać przez sitko składniki sypkie i zmiksować na jednolitą masę. Ciasto przelać do formy. Na wierzchu ułożyć równomiernie śliwki rozcięciem do góry i włożyć do piekarnika. Piec około 40 minut. Upieczone ciasto zostawić do ostudzenia. Przed podaniem posypać przez sitko cukrem pudrem.




sobota, 28 lipca 2018

Moja historia Canon #wiecejemocji z aparatem EOS M50


Niedawno miałam okazję wziąć udział w konkursie fotograficznym Canon #wiecejemocji. W związku z tym, że udało mi się wygrać, chciałam się z Wami podzielić moją historią.

Konkurs składał się z dwóch głównych etapów. W pierwszym etapie należało zaprezentować zdjęcie ze swoją pasją, tym co kochamy, ale nie można było umieścić żadnej postaci. Należało również napisać co i dlaczego nie zmieściło się w kadrze. Poniżej moja praca konkursowa wraz z tekstem.

Moje zdjęcie w I etapie konkursu Canon #wiecejemocji 

Mój tekst do zdjęcia konkursowego w I etapie: 

"Moją pasją są kulinaria. Fotografią interesowałam się już od dziecka, ale fotografią kulinarną zajęłam się dopiero, gdy zaczęłam prowadzić bloga. Pyszne jedzenie nie powinno być obdzierane ze swojego piękna zdjęciami zrobionymi na szybko. Na zdjęciu brakuje oczywiście mojej kochanej rodziny, która zasiada ze mną do posiłku. W tle zdjęcia zaś zdecydowanie powinno się znaleźć morze, bo kocham podróże, a w szczególności te, które pozwalają mi znaleźć się blisko mórz lub oceanów ❤️ "

Jak widać już po samym opisie, nie jestem profesjonalnym fotografem, a sam konkurs zorganizowany został dla wszystkich osób, aby pokazać, że tak na prawdę każdy z nas może robić zdjęcia i dzielić się swoją pasją.

W pierwszym etapie zakwalifikowało się sześć osób, w tym i ja, do kolejnego drugiego etapu, który podzielony został na cztery zadania. Każdy z uczestników dostał do testowania aparat Canon EOS M50 wraz z dwoma obiektywami. Po początkowym przerażeniu i obawach, czy sobie poradzę, pojawiło się ogromne zadowolenie, bo aparat bardzo przypadł mi do gustu. Oczywiście po przejściu pierwszego etapu obudził się we mnie duch rywalizacji i postanowiłam, że muszę wygrać aparat. Oczywiście postanowienia nie zawsze idą w parze z życiem realnym. Ale o tym zaraz.

I zadanie:

"Cześć! Mam na imię Alek, Hashtagalek i mam przyjemność być autorem pierwszego zadania dla Uczestników drugiego etapu konkursu Canon #więcejemocji.
Oto moje wyzwanie: Spróbujcie pobawić się kadrem, kątami i zrobić zdjęcie z niecodziennej, totalnie nieoczywistej perspektywy! Do wykonania zadania wykorzystajcie odchylany ekran aparatu, a jeśli perspektywa jest mega wymagająca – możecie skorzystać z aplikacji Canon Camera Connect na smartfony i tablety. Liczę na Waszą kreatywność!"

Pierwsze zadanie pozostawiało nam duże pole do popisu, bo sama tematyka zdjęcia nie była określona. Wszystko wydawało się bardzo łatwe, ale w praktyce wyszło zupełnie inaczej. Najpierw poważnie rozchorował się mój syn, a zaraz za nim ja. Zawsze się chwalę, że nigdy nie poznać po mnie choroby. Cóż... tym razem było inaczej. Ale nie miałam się zamiaru poddawać już na samym początku. Jazda do dużego miasta odpadała definitywnie (i ze względu na dziecko i na mnie samą). Postanowiłam więc, że wybiorę się do pobliskiego miasteczka. Mąż pojechał jako kierowca, bo ja nie byłam w stanie. Udało mi się zrobić kilka ujęć od podłoża, ale żadne ze zdjęć nie były moim zdaniem wystarczające by wygrać. Może dodam, że zrobione przez nas zdjęcia nie mogły być poddane żadnej obróbce w programach graficznych itp. Miałam więc ustawione w aparacie kolory na bardzo żywe. Poniżej kilka zdjęć z miasta.




Zrobiłam również wiele innych zdjęć w okolicy, ale ciągle to nie było "to". W trakcie prób zrobiłam ładne zdjęcie nad jeziorem, ale czegoś mi na nim brakowało. I dlatego też postanowiłam w nie wpleść kulinaria. Żeby było śmieszniej, akurat była niedziela niehandlowa, a moja lodówka świeciła pustkami. Nie czułam się też na siłach by piec tort, czy cokolwiek innego równie spektakularnego, więc postanowiłam przygotować piknik. Na szczęście w mojej miejscowości jest sklep prowadzony przez właściciela i z tego względu otwarty. Kupiłam ser, winogrona i pomidorki koktajlowe, po czym odstałam swoje w długiej kolejce do kasy. Nad jeziorem poszło już prędko. Dzięki możliwości połączenia Bluetooth lub Wi-Fi z telefonem mogłam bez problemu wystylizować plan zdjęciowy. Aparat położyłam na ziemi, a dzięki odchylanemu ekranowi mogłam spokojnie zrobić zdjęcia bez potrzeby kładzenia się płasko na ziemi. Poniżej zdjęcie konkursowe i kilka innych związanych z nim zdjęć.

Moje zdjęcie do I zadania w konkursie Canon #wiecejemocji




II zadanie:

"Witam wszystkich, nazywam się Katarzyna Hajdan, @kati_hay! Jestem autorką kolejnego zadania dla Uczestników drugiego etapu konkursu Canon #więcejemocji i sprawdzę, jak radzicie sobie gdy trzeba zmienić tempo.



Oto zadanie: Pokażcie, co Was kręci... w formie wideo! Nagrajcie pomysłowy film o swojej zajawce z wykorzystaniem funkcji slow motion lub timelapse. Dacie radę zrobić to bez dźwięku i zmieścić się w 20 sekundach? Spróbujcie!"


Przyznam szczerze, że nie miałam pojęcia o tym, że aparat Canon EOS M50 kręci filmy od razu w slow-motion lub time-lapse. Temat nie był mi obcy, ale już samo wykonanie mnie przeraziło. Nie zdążyłam jeszcze wyzdrowieć, odwołałam również swoje wczasy. Postanowiłam już na początku, że nakręcę timelapse, ale bardziej mnie martwił fakt, że mam do pokazania tylko 20 sekund, a w dodatku moja pasja wydawała mi się mało atrakcyjna pod tym kątem. Timelapsy towarzyszyły mi cały czas, czy to w plenerze, na śniadaniu, przy grillu, obiedzie itd. I cały czas zastanawiałam się jak pokazać swoją pasję tak, aby film był dynamiczny i ciekawy. Ugotowanie całej potrawy odpadało, bo jest zbyt mało czasu. Próbowałam więc z czymś krótkim np. przygotowaniem lodów, ale tutaj sytuacja wyglądała na odwrót. W tym czasie byłam w stanie przygotować za wiele i wyglądało to nudnie. W końcu postanowiłam spróbować z konsumpcją ciasta w tle wystylizowanym jak na fotografię kulinarną. Upiekłam więc z rana galette z jagodami, przygotowałam wszystko jak do fotografii kulinarnej, dodając elementy dodatkowe, które miały mi pozwolić stworzyć dynamiczną akcję. Więc na stole pojawiły się winogrona, kawa zbożowa, mleko, dodatkowe talerzyki dla innych osób. Na filmie najpierw kroje, nakładam na talerzyki deserowe i podaję mężowi galette, później nalewam mleka do kawy, zjadam swój kawałek ciasta popijając kawą, a na koniec jem winogrona. Podoba mi się w tym timelapse cały dynamizm i to jak wszystko znika z kadru. Poniżej mój konkursowy film.


Zapraszam również do obejrzenia rodzinnego śniadania z naleśnikami nagranego w trybie timelapse.



III zadanie:

"Cześć! Jestem Beata, a ja jestem Remek. Razem prowadzimy profil instagramowy Warsaw Jungle. Jesteśmy autorami trzeciego zadania dla uczestników drugiego etapu konkursu Canon #wiecejemocji.



Wykorzystując manualne ustawienia aparatu, zrób zdjęcie używając długiego czasu naświetlania. Ważne w zadaniu jest to, aby ten efekt był widoczny na zdjęciu. Podejdźcie do zadania najbardziej kreatywnie jak potraficie! Jak zawsze jesteśmy ciekawi Waszych komentarzy na temat wyzwania, dlatego napiszcie kilka zdań, skąd pomysł na Waszą fotograficzną odpowiedź. Macie na to czas do 06.05, godz. 24.00."


Trzecie zadanie wydawało mi się najbardziej łatwe, ale zdecydowanie nie chciałam robić zdjęć miasta nocą, bo to wydawało mi się zbyt łatwe i mało kreatywne. Początkowo próbowałam z karuzelami, bo tak się złożyło, że odbywała się u nas festyn. Pomysł był ciekawy, ale problemem był fakt, że w wieczornych godzinach, gdy robiło się już ciemno, mało kto jeździł na karuzelach. Więc musiałam cierpliwie czekać. Problemem kolejnym był fakt, że w tych godzinach kładę zawsze syna spać. Udało mi się zrobić kilka ujęć, ale o ile same karuzele dają ciekawy efekt, o tyle samo otoczenie było mało ciekawe. Poniżej kilka zdjęć.





Kolejnym pomysłem był pokaz sztucznych ogni, który miał się odbyć ostatniego dnia majówki. Pojechałam na rowerze wraz z mężem, który nie zapłacił wstępu i czekał za bramą. Ja zaś znalazłam odpowiednie miejsce i czekałam. W końcu wybiła 21:00, ale pokazu nadal nie było. O 21:15 zaczęło padać, później rozpętała się burza i lunęło już na całego. O godzinie 22:00 ogłoszono, że pokaz sztucznych ogni został odwołany z powodu niekorzystnej pogody. Na szczęście aparat miałam w dwóch workach i futerale, więc przetrwał ulewę. Gorzej było ze mną i moim mężem, bo nie mieliśmy parasolów. Wróciliśmy do domu mokrzy i rozczarowani, bo możliwość uchwycenia na zdjęciach sztucznych ogni przepadła. Żałuję, że czasu nie było więcej, bo uwieczniłabym wodospad. Z braku innych możliwości i pomysłów postanowiłam udać się nad pobliską rzeczkę i tam zrobić zdjęcie. Pojechałam na rowerze zabierając ze sobą tylko aparat, statyw i kalosze taty. Buty przebrałam na miejscu, a swoje obuwie sportowe schowałam w worku i położyłam w trawie, tak żeby nikt mi ich nie ukradł. Zejście do rzeki jest nieco strome, ale w samej rzece można znaleźć płycizny, które idealnie nadawały się na rozłożenie statywu. Zmrok zaczął już zapadać, więc zabrałam się za zdjęcia. Gdy już prawie skończyłam, przyjechał na rowerze mąż, bo martwił się, że jestem sama po zmroku w takim miejscu. Pomógł mi wyjść z rzeki i szedł przede mną. Takiej historii, która spotkała mnie później się nie spodziewałam. Było już na tyle ciemno, że mąż kopnął do mojego worka z butami, który z kolei stoczył się do rzeki. Nie widziałam tego faktu, ale on sam po chwili zapytał "Kopnąłem w jakiś worek, co tutaj leżał, ale to nie twoje?". Krzyknęłam tylko "Moje buty!", a moja mina mówiła już resztę. Mąż dzielnie wskoczył do wody w biegu zdejmując buty i skarpetki, ale było już za późno. Buty poszły na dno. W za dużych kaloszach taty nie potrafiłam jechać na rowerze, więc musiałam na bosaka. Na szczęście było już ciemno i nikt mnie nie widział ;-) A poniżej zdjęcie konkursowe i kilka innych ujęć.

Moje zdjęcie do III zadania w konkursie Canon #wiecejemocji



IV zadanie:


"Cześć, nazywam się Marcin Kin, Marcin Kin Photography, i jestem fotografem sportów ekstremalnych. 

Finaliści, musicie wykonać kompozycję z maksymalnie dziesięciu zdjęć zrobionych w trybie seryjnym, wykorzystując do tego moc EOS M50, który robi dziesięć klatek/sek. Połączcie aparat z komputerem – zdjęcia obróbcie w programie Digital Photo Professional, dostępnym na stronie Canon i... pokażcie #wiecejemocji!

Tutaj wygrywa nie tylko samo wykonanie, ale także kreatywny pomysł! Instrukcje do zadania znajdziecie na naszej stronie: https://www.canon.pl/wiecejemocji/! Czas na to zadanie macie do 13.05, godz. 24.00"

Początkowo byłam zafascynowana ostatnim zadaniem, bo myślałam, że wszystko jest oczywiste. Już wcześniej robiłam zdjęcia w trybie seryjnym m.in. mojemu synowi na huśtawce, czy też w biegu, więc myślałam, że sprostam zadaniu. Jednakże byłam przekonana, że program Digital Photo Professional będzie nakładał zdjęcie na zdjęcie na zasadzie dodawania tylko ruchomego obiektu. Jak się okazało byłam w błędzie. Odpadły więc wszystkie pomysły na zasadzie wskakiwania do wody, robienia klonów biegających po lesie itp. W tym etapie zrobiłam zdecydowanie najwięcej zdjęć. Próbowałam z synem na boisku, placu zabaw, próbowałam ze strzelaniem z łuku, skakaniem i wiele, wiele innych, ale to ciągle nie było to. Dzięki temu, że zrobiłam tak dużo zdjęć, to mogłam wyciągnąć pewne wnioski. Zdecydowanie najlepsze efekty po obróbce w programie można było uzyskać przy zdjęciach wykonanych na jasnym tle. Dzięki takim wskazówką w mojej głowie zaczęły rodzić się nowe pomysły. I tak też postanowiłam zrobić serię z rzucaniem kwiatów. Najlepszy efekt powstał dzięki rzuceniu płatków kwiatów na tle nieba. Poniżej zdjęcie konkursowe wraz z tekstem.


Tekst do zdjęcia konkursowego:

Chciałam aby ostatnie zdjęcie było najlepsze z tych, które dotychczas zrobiłam w myśl powiedzenia „Nie ważne jak zaczniesz, ważne jak skończysz”. Dlatego też realizowałam bardzo dużo pomysłów. Największy nacisk kładłam jednak na to, aby zdjęcie było kreatywne. Myślę, że mogę śmiało napisać, że udało mi się osiągnąć zamierzony cel. Zdjęcia seryjne wyglądają bardzo ciekawie i stwarzają wiele możliwości, nie tylko przerobienia ich w jedno, ale również taka metoda robienia zdjęć daje nam możliwość wyboru tego najbardziej ciekawego. Bo czasami liczą się sekundy.

Poniżej kilka zdjęć wykonanych w trybie seryjnym. Niektóre są poddane obróbce w programie Digital Photo Professional.







Muszę przyznać, że w trakcie testowania aparatu Canon EOS M50 bawiłam się świetnie i bardzo się cieszę, że miałam taką możliwość. Gdy przyszedł moment odesłania całego sprzętu, a mnie zaczęła nękać niepewność, czy uda się wygrać, to odczuwałam doskwierającą mi pustkę. Powrót do mojej starej lustrzanki okazał się trudny, a czas oczekiwania na wyniki dłużył się przeokropnie. Ale w końcu się pojawiły. Udało mi się wygrać! To wspaniałe uczucie :-) Dziękuję wszystkim osobom, które mi kibicowały i wspierały. Wasze słowa również się liczą, bo to one mnie napędzały. Dziękuję również mężowi za duże zaangażowanie, wspieranie mnie i zajęcie się maluszkiem, wtedy kiedy wymagała tego sytuacja ;-)



Na stronie oficjalnej Canon pojawiła się również moja recenzja aparatu. Zapraszam na stronę Canon:


Przed rozpoczęciem konkursu, w trakcie jego trwania i po jego zakończeniu miałam okazję zrobić nieco zdjęć aparatem Canon EOS M50. Poniżej prezentuję je do wglądu. Poza tym dodałam też zdjęcia aktualne.