wtorek, 9 października 2018

Deser o smaku mango z malinami


Kocham takie desery, bo poza rewelacyjnym smakiem, są również zdrowe, więc można dzięki temu połączyć przyjemne z pożytecznym. Pomysł na deser przyszedł wraz z zimnymi, jesiennymi dniami. Chciałam zaserwować coś smacznego, a zarazem wspomagającego odporność. Dlatego też mój wybór padł na maliny i miód. Tym bardziej, że cała moja rodzina się rozchorowała. Zawsze po chorobie staram się zjadać odpowiednią ilość nabiału, dlatego też w deserze znalazł się jogurt i mleko. 


Na 6 porcji.

SKŁADNIKI

  • 660 g jogurtu greckiego
  • 1 puszka mango
  • 500 ml mleka
  • 60 g żelatyny
  • 3,5 łyżki miodu
  • 400 g malin (u mnie mrożone)
  • do dekoracji: maliny, małe kwiaty lub liście mięty


WYKONANIE

Mango odsączyć z zalewy i przełożyć do miski. Dodać jogurty greckie i całość zmiksować (np. blenderem ręcznym). Żelatynę zalać odrobiną mleka i zostawić do napęcznienia. Pozostałe mleko zagotować, wyłączyć palnik, po czym dodać żelatynę i dobrze wymieszać (do jej całkowitego rozpuszczenia). Maliny umyć i osuszyć (jeżeli korzystacie z mrożonych, to nie odmrażać ich wcześniej), po czym włożyć je do sześciu pucharków deserowych lub szklanek. Do jogurtu wlać ostudzone mleko, dodać miód i zmiksować. Zalać maliny i włożyć deser do lodówki na około 2 godziny lub do stężenia. Deser podawać wedle uznania zimny z lodówki lub w temperaturze pokojowej.

Uwagi: Ilość miodu najlepiej dostosować do własnych preferencji smakowych.


niedziela, 7 października 2018

Rosół z azjatyckim akcentem


Bardzo lubię przygotowywać i jeść zupy na bogato, takie które są sycące i zastępują z powodzeniem drugie danie. Aktualnie cała rodzina się pochorowała, więc postanowiłam zaserwować na obiad właśnie taką sycącą zupę, która wszystkich postawi na nogi. Jest na prawdę pyszna, a dzięki kilku dodatkom zyskała azjatycki posmak.


Porcja dla 6 osób.


SKŁADNIKI

  • 400 g kości wołowych (z żeber wraz z mięsem)
  • 300 g mięsa wołowego
  • 4 udka z kurczaka
  • 4 średnie marchewki
  • 1 duży korzeń pietruszki
  • 1 średni korzeń selera
  • 4 liście laurowe
  • 6 ziaren ziela angielskiego
  • opcjonalnie dwie gałązki lubczyku i selera naciowego
  • 400 g makaronu ryżowego
  • sos sojowy ciemny, sól, pieprz biały
  • pęczek natki pietruszki


WYKONANIE

Mięso i kości umyć. Marchewki, korzeń selera i pietruszki ostrugać ze skóry. Marchewki pokroić w plasterki, pozostałe warzywa pokroić na mniejsze kawałki. Mięso, kości i warzywa przełożyć do dużego garnka. Dodać liście laurowe, ziele angielskie i umyte gałązki lubczyku i selera naciowego (jeżeli posiadacie). Wszystko zalać wodą i zagotować. Po godzinie gotowania na średnim ogniu, wyciągnąć z wywaru wszystko poza kośćmi i mięsem wołowym. Gotować jeszcze około 15 minut, aż mięso również zmięknie, po czym wyciągnąć również kości i mięso. Wywar doprawić ciemnym sosem sojowym, solą i białym pieprzem. Jeżeli odparowało zbyt dużo wody, to dolać przegotowanej.

Makaron ryżowy namoczyć 40 minut wcześniej w ciepłej wodzie. Ostudzone mięso wołowe pokroić w małą kostkę, zaś około dwie marchewki pognieść widelcem i wrzucić do zupy. Natkę pietruszki umyć, posiekać i również dodać do zupy. 

Wodę z namaczania makaronu ryżowego wylać. Makaron włożyć do wrzątku na około 5 minut (aż odpowiednio zmięknie). Do miseczek nałożyć najpierw porcję makaronu, następnie dodać pokrojone w kostkę mięso wołowe i na koniec nalać rosołu z marchewką i pietruszką. Udka z kurczaka podawać na osobnym talerzu do obiadu.

Uwagi: Na stole powinny znaleźć się podstawowe przyprawy tj. sól i pieprz, bo udka z kurczaka były gotowane w wywarze bez przypraw i każdy musi je sobie sam doprawić na talerzu. Aby wywar był jeszcze bardziej aromatyczny, to można dodać również por i kilka kawałków suszonych grzybów.



sobota, 6 października 2018

Babeczki serowe


Bardzo prosty przepis na smaczne babeczki serowe. Są delikatne i puszyste. Polecam podawać je z owocami (u mnie jagody). Można je również zabrać jako deser do pracy. W związku z tym, że w składzie jest twaróg, to po wyjęciu babeczek z piekarnika, opadają one nieznacznie. Jeżeli zależy Wam na pięknie wyrośniętych, to należy postępować z nimi podobnie jak z sernikami, czyli studzić powoli, bez dużych zmian temperatury.



Na 6 sztuk.

SKŁADNIKI

  • 4 jajka
  • szczypta soli
  • 60 g masła
  • 100 g twarogu
  • 100 ml mleka
  • 80 g cukru trzcinowego
  • 80 g mąki pszennej tortowej
  • 30 g płatków migdałowych
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia


WYKONANIE

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. Piekarnik rozgrzać do temperatury 180°C. 6 żaroodpornych kokilek wysmarować masłem i ułożyć na kratce z wyposażenia piekarnika. Migdały zmielić na proszek (np. w młynku do kawy). Białka oddzielić od żółtek. Do żółtek dodać masło, twaróg, mleko, cukier trzcinowy, mąkę, zmielone migdały i proszek do pieczenia, po czym dobrze zmiksować. Białka ubić w osobnej misce ze szczyptą soli. Do mieszanki serowej dodawać po łyżce ubitej piany i każdorazowo wymieszać szpatułką. Gotowe ciasto przelać równomiernie do foremek i wstawić do piekarnika. Piec 30 minut. Babeczki podawać na ciepło lub zimno z dowolnymi owocami.



środa, 3 października 2018

Placuszki serowe


Placuszki serowe to świetna propozycja na sycące śniadanie, ale nie tylko. Równie dobrze sprawdzą się na deser lub podwieczorek. Jako dodatek możemy podać dżem, miód, syrop klonowy lub po prostu oprószyć placuszki cukrem pudrem. Ja zdecydowałam się na czekodżem.



SKŁADNIKI

  • 3 jajka
  • 500 g sera twarogowego
  • 1 banan
  • szczypta soli
  • 50 g cukru trzcinowego
  • 200 ml mleka 3,5 %
  • 60 ml oleju rzepakowego
  • 200 g mąki pszennej tortowej


WYKONANIE

Banana i twaróg pognieść widelcem i przełożyć do miski. Dodać jajka, szczyptę soli, cukier trzcinowy i całość dobrze zmiksować. Następnie wlać mleko, olej rzepakowy i przesiać mąkę. Ponownie zmiksować do połączenia składników.

Na rozgrzaną patelnię wlewać chochlę ciasta, rozsmarować je na patelni (nie za cienko) i smażyć na złoty kolor na małym ogniu z obu stron. Placki podawać od razu z wybranymi dodatkami.

Uwagi: Ciasto jest dosyć gęste. Ja po wlaniu chochlą ciasta na patelnię, rozsmarowywałam je również spodem chochli, bo to najszybszy i najprostszy sposób.



niedziela, 30 września 2018

Recenzja książki "Gra w Yote" Tadeusza Michrowskiego



Tytuł książki: Gra w Yote
Autor: Tadeusz Michrowski
Wydawnictwo: Warbook



Gdyby nie fakt, że chodzę do pracy, mam dwuletnie dziecko i całe mnóstwo obowiązków na głowie, to zapewne przeczytałabym książkę w jeden dzień. Na prawdę wciąga, wręcz pochłania człowieka bez reszty. Ale po kolei. Na początku poznajemy nieco streszczoną historię głównego bohatera. To jego oczami obserwujemy całą toczącą się akcję, która zaczyna się w wojsku, ale nie tam kończy. To nie książka o wojsku, to też nie książka o wojnie. "Gra w Yote" ma w sobie coś znacznie więcej. Cała akcja książki oparta jest o bardzo różniące się od siebie charaktery ludzi, o to, że każdy postrzega pojęcie wolności inaczej. Pokazuje nam drugie dno każdej sytuacji i wciąga w niezwykłą, niekoniecznie moralną grę. Czytający nie jest tu sędzią, ani też kibicem. Akcja tak zaskakuje swoim rozpędem i powolnymi przemyśleniami bohaterów, że pozostaje czytelnikowi tylko obracać strony książki, godząc się w decyzjami postaci, nawet tymi najgorszymi.


Na odwrocie książki możemy przeczytać, że "Gra w Yote" opowiada o wyrzuconym z Akademii Teatralnej studencie, który wpada w falę ostatniego w Polsce poboru. Z powodu swej przekory artysty zostaje skazany na zesłanie do kampanii karnej. A z kampanii droga wiedzie już tylko do więzienia, więc mimo wszystkich przekrętów, które mają tam miejsce i wielu prób złamania, główny bohater się nie poddaje.

Po przeczytaniu książki mam ogromne wrażenie, że tak na prawdę przeczytałam co najmniej trzy różne historie, w których występują ci sami bohaterowie. Tak na prawdę książka składa się z pięciu części. Mi jednak najbardziej zapada podział na trzy: 

  1. Kampania karna i dalsza historia o tym, co dalej działo się w Polsce. 
  2. Podróż do celu, czyli cała wędrówka, również ta przez czarny kontynent.
  3. Wszystkie wydarzenia, które miały miejsce w środkowej Afryce.



Wszystkie części książki miały w sobie coś elektryzującego. Z jednej strony wciągały, z drugiej budziły niepokój. Autor świetnie oddał ludzkie słabości, czy to fizyczne, czy też charakteru. Pokazał nam, że nic nie jest tak na prawdę czarno-białe, że to co dobre może okazać się złe i na odwrót. Czytając książkę czujemy cały klimat miejsca, siłę lub zmęczenie bohaterów, sami zostajemy wciągnięci w całą grę.


Przyznam szczerze, że dawno nie czytałam tak dobrej literatury. Duży plus za język. Książkę czyta się dobrze, mimo wielu barwnych opisów otaczającego bohaterów świata. Samo zakończenie książki również robi wrażenie, wręcz zaskakuje. Nie chcę napisać zbyt dużo, aby nie zdradzić zbyt wiele, bo każdy powinien odkryć każdą ze stron książki samodzielnie. Z mojej strony mogę napisać tylko tyle, że polecam ją z czystym sumieniem. Komu? Po pierwsze każdemu czytomaniakowi, bo spełni jego oczekiwania, po drugie, miłośnikom książek psychologicznych i na koniec miłośnikom książek wojennych. Myślę, że w "Grze w Yote" Tadeusza Michrowskiego każdy znajdzie coś dla siebie.




Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu WarBook.


wtorek, 25 września 2018

Gulasz z batatami


W końcu nadeszło nieuniknione, czyli chłodne, jesienne dni. Na rozgrzewkę zaserwowałam na obiad pyszny gulasz mięsny z dużą ilością cebuli i ciekawym akcentem w postaci słodkich ziemniaków, czyli inaczej batatów. Koniecznie musicie spróbować, bo pyszny ;-)



SKŁADNIKI

  • 850 g mięsa wieprzowego z łopatki
  • 2 czerwone cebule
  • 2 żółte cebule
  • 1 duży por
  • oliwa
  • 1 kg słodkich ziemniaków (batatów)
  • 4 liście laurowe
  • 7 ziaren ziela angielskiego
  • sól, świeżo mielony pieprz kolorowy, słodka papryka, ostra papryka, wędzona papryka słodka
  • mąka pszenna typ 500 (np. Wrocławska)

WYKONANIE

Wszystkie cebule obrać i posiekać w kostkę, po czym przełożyć do dużej brytfanny lub garnka. Por umyć, odciąć całą zieloną część (nie wyrzucać), zaś białą pokroić w kostkę i przełożyć do cebuli. Mięso umyć i pokroić w niewielką kostkę. Również wrzucić do brytfanny z cebulą. Całość polać obficie oliwą i przyprawić mocno solą, świeżo mielonym pieprzem kolorowym, słodką papryką, odrobiną ostrej i na koniec wędzoną. Następnie posypać wszystko mąką, wymieszać i ponownie posypać mąką. Włączyć palnik i całość smażyć mieszając od czasu do czasu, aż mięso nie będzie z zewnątrz surowe. 

Do podsmażonego mięsa i cebuli wlać dwie szklanki wody, dodać zieloną część z pora, ziele angielskie i liście laurowe. Nałożyć pokrywę naczynia i dusić mieszając od czasu do czasu. W razie potrzeby dolać ponownie wody. Słodkie ziemniaki obrać i pokroić w średniej wielkości kostkę. Dodać do lekko już miękkiego mięsa i dusić do momentu, aż również zmiękną (około 10 minut). Na koniec z gulaszu wyciągnąć zielony kawałek pora i doprawić, w szczególności wędzoną papryką, bo nadaje ona całego charakteru potrawie.


sobota, 22 września 2018

Przy książęcym stole w Raciborzu


"Przy książęcym stole", to projekt realizowany przy współpracy polsko-czeskiej, którego celem jest pokazanie średniowiecznej kultury i kuchni na dworach książęcych. Pełna nazwa projektu, to "Kuchnia i kultura kulinarna na książęcych dworach średniowiecznych w Opawie i Raciborzu". Najpierw odbyła się wystawa połączona z degustacją potraw wg średniowiecznych receptur na zamku w Hradcu nad Morawicą, zaś dnia 11 września 2018 r. w domu książęcym na Zamku Piastowskim w Raciborzu. I właśnie w tym wernisażu wystawy "Przy książęcym stole" połączonym z degustacją miałam okazję uczestniczyć, więc opowiem o nim bliżej i przybliżę zrobionymi przeze mnie zdjęciami.


W XIV i XV w. książęta opawscy i raciborscy poruszali się w ścisłym kręgu królów czeskich, węgierskich i rzymskich. Działali w służbie dyplomatycznej Karola IV, Wacława IV i Zygmunta Luksemburskiego, towarzyszyli im w wielu podróżach po zachodzie i południu Europy. Przebywali w towarzystwie Macieja Korwina i polskich królów - Władysława Jagiełły i jego syna Zygmunta Starego. Ma królewskich dworach nabierali ogłady i uczyli się etykiety, poznawali wybrane zwyczaje spożywania posiłków i kultury kulinarnej, kosztowali najbardziej wyszukanych potraw i napojów.

Poznane zwyczaje książęta przywozili ze sobą do domu, do swoich siedzib w Hradcu, Opawie, Raciborzu czy Głubczycach. Podczas biesiad i codziennego spożywania posiłków stosowano elementy ceremonialne, m.in. wstępne obmywanie rąk. Obsługiwali ich podczaszowie, stolnicy lub trukczaszowie, krajczowie oraz paziowie. Kultura kulinarna wzniosła się na wyższy poziom. Kuchmistrz z kucharzami oraz pomocnikami wykorzystywał egzotyczne delicje i przygotowywał potrawy na wzór francuski czy niemiecki. Dla ożywienia stołu przygotowywano potrawy dekoracyjne: fantazyjne pieczenie z głową wieprzową i ptasim tułowiem, czaple i pawie okryte piórami, pozłacane głowy wieprzowe i inne osobliwości. Spożywanie posiłków na książęcym dworze w dzień powszedni było jednak znacznie skromniejsze. Zazwyczaj korzystano z kilku podstawowych elementów zastawy: metalowej misy i podkładki lub talerza, noża do nabijania, łyżki. Wino i piwo podawano w cynowych kuflach lub dzbanach i nalewano je do pucharów, ewentualnie szklanych kielichów. Do niezbędnych akcesoriów należała solniczka i inne naczynia z przyprawami. W ten sposób przedstawiają stół średniowieczne ilustracje z tego okresu, a zastawa stołowa znalazła się także wśród znalezisk archeologicznych z Opawy i Raciborza.

Dworskie menu świąteczne składało się zazwyczaj z wielu dań, których liczba dochodziła do dziesiątek. Typowe dla tego menu były pasztety, zasmażki (gęste sosy) czy mięsa duszone. Na stole nie mogło zabraknąć mleka migdałowego, zagęszczonego i udekorowanego owocami czy fiołkami lub podawanego z mięsem. Na główne danie składały się zazwyczaj pieczenie z różnych rodzajów mięsa: wołowiny, jeleniny i sarniny, mięsa z tłustych kapłonów, gęsiny, w mniejszym stopniu wieprzowiny. Podawano je z różnymi odmianami kasz i sals (sosów do maczania kęsów jedzenia). Ulubionym smakołykiem były małe ptaki (skowronki, słowiki, drozdy, przepiórki), a także wiewiórki czy niedźwiedzie łapy. W dni postne jadło się ryby, ślimaki, a także pieczone lub zasmażane ogony bobra. Większość potraw była słodzona miodem lub cukrem trzcinowym oraz doprawiana dużą ilością ziół oraz octem.

Źródło: Ulotka informacyjna drukowana dla projektu "Kuchnia i kultura kulinarna na książęcych dworach średniowiecznych w Opawie i Raciborzu".





Po oficjalnym przywitaniu gości i podziękowaniach, odbył się pokaz walki w wykonaniu członków Stowarzyszenia "Drengowie Znad Górnej Odry". Niewątpliwie był to jeden z wielu ciekawych akcentów, który nadawał całemu wydarzeniu charakteru. Samych rycerzy można było podziwiać przez cały czas trwania imprezy. Następnie wszyscy goście zostali zaproszeni do muzeum, gdzie odbyło się oficjalne zwiedzanie wyznaczonych obiektów związanych z tematyką całego wydarzenia.




Zaraz po wejściu do muzeum, można było zobaczyć kolejnego z członków Stowarzyszenia - Roberta Brodę - który zaprezentował pokaz toczenia na kole garncarskim. 








Po zwiedzeniu muzeum, przechodziło się do sali, w której miała odbyć się degustacja, czy też uczta, bo w końcu pozostajemy przy tematyce kulinariów średniowiecznych ;-) Zaraz przy wejściu można było poczęstować się kawałkiem plastra miodu i zobaczyć pszczoły i wyroby własne, a to wszystko dzięki Panu Łukaszowi Kuschnik z Krzyżanowic.




Poczęstunek i oprawę przygotowała Restauracja Opavska w Raciborzu. Zanim nastąpiła degustacja, to mogliśmy usłyszeć nieco więcej o kulturze kulinarnej średniowiecza. Jej historię przybliżyła nam Pani prof. Irena Korbelářova, Prodziekan Wydziału Filozoficznego i Nauk Przyrodniczych na Śląskim Uniwersytecie w Opawie

W skrócie, w średniowieczu jadało się dużo mięsa, w szczególności dziczyzny. Do mięsa podawana była kasza i sosy, w których maczano kawałki mięsa. Jednakże, jak podkreśliła Pani Irena, przypadało też wiele dni postnych, które były ściśle przestrzegane. W słodkościach dominowała kasza dosładzana miodem. Mnie najbardziej zaskoczył fakt, że wykorzystywane były w kulinariach średniowiecznych migdały. Robiono mleko migdałowe i desery na jego bazie. Na stole wśród poczęstunków znalazły się potrawy takie jak: pasztet z dużą zawartością mięsa, galaretka wieprzowa, pieczeń, sos śliwkowy, kasza, zupa migdałowa, ciasto jabłkowe i deser z migdałów. Przepisy pochodziły z oryginalnych książek kucharskich z okresu średniowiecza. Nie były to jednak książki polskie, czy też czeskie, bo żadne się nie zachowały z tego okresu. Z tego, co zapamiętałam, to była to na pewno książka francuska i jak się nie mylę, niemiecka.







Miłym akcentem była możliwość ponownego zobaczenia całej wystawy incognito, z którego chętnie skorzystałam. Całe wydarzenie można uznać, za nie tylko ciekawe i kształcące, ale również jako miłe spędzenie czasu. Zdecydowanie więcej powinno być takich projektów. Wydaje mi się, że projekt "Przy książęcym stole" zapadł głęboko nie tylko w mojej pamięci i rozbudził nie tylko moją ciekawość. Dzięki świetnej oprawie imprezy i licznym akcentom średniowiecznym, mogliśmy się poczuć jak na prawdziwej uczcie z czasów średniowiecza.