sobota, 12 lipca 2014

Mój eksperyment: kiwano

Dwa lata temu coś mnie naszło i postanowiłam posadzić nasiona kiwano. Nigdy nie jadłam takich owoców, więc pomysł wydał mi się świetny. Najpierw posadziłam nasiona w doniczce, a dopiero później, małe już rośliny przesadziłam, kilka sztuk na dwór, a kilka do szklarni. Te na dworze rosły opornie i nie owocowały. Zaś jeśli chodzi o te posadzone w szklarni, to poniżej przedstawiam zdjęcia z efektami ;)

W sprzyjających warunkach kiwano rozrosło się zastraszająco (czyli jednym słowem w mojej małej szklarni miałam busz).


A tak wygląda kwiat kiwano.

Niedojrzałe owoce kiwano.

Wnętrze kiwano jest wypełnione dużą ilością nasion.
Cóż... Próbowałam jeść kiwano, ale nie przypadł mi do gustu jego smak, na przeszkodzie stały również nasiona :) Smak kiwano przypomina smak naszego ogórka. Próbowałam znaleźć inne zastosowania dla tych owoców, ale sprawdziły się tylko jako dekoracja. Wzbudziły również niemałe zainteresowanie szkół (owoców miałam sporo, więc je rozdawałam).


Owoce od zerwania wytrzymały mi ponad pół roku.