sobota, 25 sierpnia 2018

Kruche ciasto jabłkowe


Muszę przyznać, że dawno nie jadłam tak pysznego ciasta. W domu pachniało po jego upieczeniu bajecznie. Te zapachy skłoniły mnie do tego, aby spróbować jeszcze ciepły kawałek. Mmmm coś pysznego. Jak się okazuje, ciasto jest pyszne i na ciepło i na zimno. Wydaje mi się, że ilość jabłek jest wystarczająca, ale jeżeli chcecie, to możecie dodać ich więcej. Sam przepis na ciasto tworzyłam przez trzy dni :-) W pierwszy postanowiłam, że upiekę ciekawe ciasto z jabłkami. W ten dzień powstał też jego ogólny zarys. W drugi dzień z rana zabrałam się za rozpisanie składników i ich domyślnej ilości. W ten dzień zagniotłam też sobie wieczorem już kruche ciasto. W trzeci dzień, zaraz po przyjściu z pracy, zabrałam się za kończenie ciasta i wtedy też przyszła pora na korektę ilości składników. Dlaczego korektę? Bo bywa tak, że początkowo przyjmuję domyślną ilość niektórych składników, a dopiero w trakcie przygotowywania wypieku zapisuję ile dokładnie dodałam. Oczywiście całemu procesowi tworzenia przepisu towarzyszy dużo emocji. Taka twórczość sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Jak już ciasto ląduje w piekarniku, to zaczyna pojawiać się stres (czy dobrze dobrałam składniki?). Najlepszy moment, to ten, w którym okazuje się, że ciasto jest przepyszne. Gorzej jak coś nie wyjdzie ;-) Ale z drugiej strony każda sytuacja, w której coś pójdzie nie tak jest dla mnie świetną lekcją i pozwala mi wiele się nauczyć.



SKŁADNIKI

Kruche ciasto:

  • 500 g mąki pszennej tortowej
  • szczypta soli
  • 120 g cukru pudru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 200 g zimnego masła
  • 2 łyżki wody
  • 4 żółtka
  • dodatkowo: masło do wysmarowania formy
Nadzienie:

  • 600 g jabłek
  • 1/2 cytryny
  • 330 g kwaśnej śmietany 18%
  • 2 opakowania budyniu waniliowego z cukrem
  • 60 g kaszy manny
  • 4 białka 
  • szczypta soli
  • 60 g cukru
  • dodatkowo: cynamon i cukier do posypania jabłek

WYKONANIE

Kruche ciasto: Formę o wymiarach 25 x 30 cm posmarować masłem. Do miski wsypać mąkę, dodać sól, cukier puder, proszek do pieczenia, żółtka,  posiekane nożem zimne masło i wodę, po czym zagnieść jednolite ciasto. Ciasto podzielić na dwie równe części. Jedną zawinąć w folię spożywczą i włożyć do lodówki, zaś drugą wylepić równomiernie spód formy i również włożyć do lodówki. Ciasto schładzać co najmniej 2 godziny.

Piekarnik rozgrzać do temperatury 200°C. Kruchy spód ponakłuwać widelcem, po czym włożyć do piekarnika na 15 minut. Po tym czasie wyciągnąć i zostawić do ostudzenia.

Nadzienie: Temperaturę piekarnika zmniejszyć do 180°C. Jabłka obrać ze skóry, wyciąć gniazda nasienne i pokroić w niewielką kostkę. Następnie przełożyć do miski, polać wyciśniętym sokiem z cytryny, posypać cukrem i oprószyć cynamonem (ilość wg uznania).

Do osobnej miski dodać śmietanę, proszki budyniowe i kaszę mannę. Dobrze wymieszać. W kolejnej misce ubić białka ze szczyptą soli stopniowo dodając cukier. Białka połączyć delikatnie z masą budyniową, następnie wsypać jabłka i ponownie wymieszać. Całość przełożyć na podpieczony kruchy spód. Na wierzch zetrzeć na tarce o dużych oczkach pozostałe kruche ciasto i włożyć do piekarnika. Piec około 50 minut, aż wierzch ciasta ładnie się przypiecze. Upieczone ciasto zostawić do ostudzenia.

Uwagi: Ciasto smakuje również rewelacyjnie na ciepło. Jeżeli postanowicie je podawać jeszcze ciepłe, to nie zapomnijcie o gałce waniliowych lodów, która doda całości deseru charakteru.






Bo każde zdjęcie ma swoją historię...

Zazwyczaj publikując przepis zamieszczam tylko same zdjęcia potrawy, nigdy otoczenia i tego, co się działo w czasie sesji. Teraz chcę to zmienić. Mam niewiarygodnie mało czasu od kiedy zmieniłam pracę, a mój dwuletni syn nie do końca się pogodził z tym, że mnie nie ma tyle czasu. Każda potrawa i każde zdjęcie, to dla mnie ogromne wyzwanie. I tak też było tym razem. Każdy kolejny krok miałam przemyślany wcześniej, ale jak to w życiu bywa, zawsze może się wiele zmienić po drodze. Kruche ciasto zagniotłam wieczorem, a ciasto miałam zamiar zrobić w dniu następnym po powrocie z pracy. Oczywiście liczyłam na to, że mój syn będzie jeszcze spał. Piotr miał jednak inne plany i się obudził. Bardzo mu mnie brakuje, więc nie daje mi od siebie odejść nawet na minutkę, więc z wielkim wysiłkiem udało mi się podpiec kruchy spód. Później podałam Piotrusiowi obiad i zostawiając go w rękach babci uciekłam kończyć ciasto. Ale Piotr łatwo się z tym nie pogodził i znowu poszedł za mną. I tak próbowałam obrać i pokroić jabłka, a później przygotować nadzienie. Nie było łatwo i trochę zajęło zanim ciasto znalazło się w piekarniku. Wtedy też poszłam do malca, bawić się z nim na podwórku. Na następny dzień mieli przyjść goście, więc nie było żadnych szans na zrobienie zdjęcia. Słońce zaczęło już powoli zachodzić, a moja panika, że nie uda mi się zrobić zdjęć, zaczęła rosnąć z każdą minutą. I tutaj przyszła z pomocą babcia. Wpakowała Piotrusia do autka (takiego do pchania) i pojechała na krótki spacer. Mąż pomógł mi znieść z piętra wszystko, czego potrzebowałam do zdjęć i przeniósł mi stół ogrodowy. Nie miałam czasu na skomplikowaną stylizację. Dosłownie tak jak ułożyłam zdjęcia od razu, tak już zostało. Udało się zrobić te kilka zdjęć, a zaraz potem przyjechała babcia z synem. Piotr od razu zaciekawił się tym, co się dzieje, żeby zaraz później "zaatakować" ciasto. Mimo, że było jeszcze ciepłe, to każdy zjadł po dużym kawałku.